Powrót                                        

 

 

Delft Vermeera

 

Kilka miesięcy temu przeprowadziliśmy się do Prowansji.

Po sześciu latach spędzonych w Paryżu i dwudziestu latach w Arras, opuściliśmy wilgotną północną Francję. Mieszkamy teraz na Południu, niemniej ta wilgotna Północ zostanie w nas na zawsze, podobnie jak na zawsze pozostanie ze mną rodzinna Łódź.

Bogactwem północnej Francji są niewątpliwie ludzie, owi otwarci, serdeczni Ch’ti, na których gościnność nałożyła się gościnność setek tysięcy Polaków przybyłych tu przed laty do pracy w kopalniach.

Czar północnej Francji... Morze o barwie opalu; mgła na przylądku „Szarego Nosa”, gdy tęsknie rozbrzmiewa syrena ostrzegająca statki płynące kanałem La Manche; niebotyczne katedry, o które zaczepiają się chmury; strzeliste ratusze podobne do katedr; przepiękna architektura o wpływach flamandzkich; niebo również jak z flamandzkich obrazów, „tak niskie i szare, że trzeba mu to wybaczyć” (Jacques Brel). Północna Francja to malowniczy, falisty departament Pas-de-Calais i departament Nord, czyli francuska Flandria.

Z Arras do Brugii jest tylko 130 km. Flandria belgijska to słynny płaski kraj Jacques’a Brela. To tam, między Brugią i Gandawą, Brel wykrzyczał po francusku i po flamandzku swą miłość do Marieke. Dzisiaj Jacques Brel należy do tych nielicznych, którym udało się pojednać Flamandczyków i Walonów w zgodnym podziwie.

Z Arras do Breskens w Holandii jest 180 km. To kraina płaskich polderów, odgrodzona od morza groblami, przygnieciona szarym niebem. Słońce z trudem przebija się tu przez chmury, sącząc łagodne, pełne półcieni światło.

Z Arras do Delft jest równo 300 km.

Aby oddać urok tej szarej, wilgotnej części Europy, zatrzymam się w Delft. Nie dlatego, że jest piękniejsze od Brugii czy Arras, gdyż nie jest, lecz dlatego, że jest miastem Vermeera, malarza, który jak żaden inny umiał uchwycić poezję światła Północy i poezję światła w ogóle.

Dzisiaj Delft, wciśnięte między Hagę, a odbudowany i rozbudowany po wojnie Rotterdam, leży na skraju przeciążonej autostrady. Jednak, gdy wjedzie się do miasteczka, znikają samochody, milknie hałas silników. Delft zadrzemało się nad siecią kanałów ocienionych lipami. Po wąskich uliczkach cicho mkną rowery.

Miasto słynie z fajansowych wyrobów malowanych ręcznie we wzory o wszystkich odcieniach niebieskiego. Fajansowe płytki zdobią wnętrza domów na obrazach Vermeera. Prawdziwą sławę zawdzięcza Delft właśnie Vermeerowi.

Johannes Vermeer urodził się w 1632 roku, tu mieszkał wraz z żoną Cathariną i licznym potomstwem, tu tworzył, tu zmarł w wieku czterdziestu trzech lat. Dom Marii Thins, matki Cathariny, w którym mieszkała rodzina malarza, znajdował się na ulicy równoległej do głównego Rynku.

Renesansowy Ratusz na Rynku głównym. Spalony w 1618 roku, odbudowany w 1620, istniał za czasów Vermeera.

Z drugiej strony Rynku wznosi się Nowy kościół (XV wiek). Wieżę tego kościoła widać na słynnym obrazie Vermeera "Widok Delft".

Krzywa wieża Starego Kościoła (XIII wiek). Tutaj znajduje się grób Vermeera.

Kanał okalający miasto. W głębi wieża Nowego Kościoła. Tak mniej więcej wygląda na obrazie "Widok Delft", z tą różnicą, że wtedy nie było na niej dzisiejszej patyny.

Stary Kanał: lipy, mosty, rowery.

Eleganckie fasady domów mieszczańskich.

Stary Kanał z domostwami z siedemnastego i osiemnastego wieku.

Budynek Kompanii Wschodnioindyjskiej przy Starym Kanale. To dzięki niej Holendrzy odkryli porcelanę chińską, która pobudziła rodzimą produkcję fajansów.

Brama Wschodnia. Składa się z dwóch części: pod jedną przepływa kanał, pod drugą biegnie droga do miasta. Pozostałość po murach obronnych. Brama z wieżyczkami widoczna jest na obrazie "Widok Delft".

Charakterystyczne okna składające się z dwóch części, górnej i dolnej. Zamykając i otwierając okiennice, Vermeer uzyskiwał odmienne efekty świetlne.

Kobieta ważąca perły (1662-1665).

Okiennice są zamknięte. Światło wpada przez górną część okna.

Kielich wina (1660-1661)

Okiennica okna z witrażem jest otwarta, w głębi okiennica zamknięta.

Kobieta z dzbanem (ok. 1662).

Okiennice są otwarte i światło zalewa pokój.

Uliczka (ok. 1661).

Podobne domy i podobne niebo można zobaczyć w Delft, w Brugii i w Arras.

Z wyjątkiem "Uliczki" i "Widoku Delft", obrazy Vermeera przedstawiają portrety osób we wnętrzu, często w tym samym pomieszczeniu. Jest ich bardzo niewiele, około trzydziestu. Wszystkie przesycone są poezją ciszy, która sprawia, że przedstawione na nich postacie zdają się należeć do innego świata, skupione, skąpane światłem uwypuklającym ich światło wewnętrzne.

Koronczarka (1670-1671).

„Jakby namalowana promieniem słońca” (Paul Claudel), „Najlepszy obraz świata” (Renoir), „Najlepszy obraz Luwru” (ale w którym muzeum Vermeer nie jest najlepszy?), „W obrazie tym wszystko zbiega się do igły czy też szpilki, której nie widać, która jest tylko zasugerowana” (Salvador Dali). Dali żywił do Vermeera podziw absolutny, irracjonalny. Dokonał klasyfikacji malarzy i wystawił im stopnie. Vermeer celuje we wszystkich kategoriach, wyprzedzając Leonarda, Rafaela, Velasqueza, a także samego Salvadora Dali.

 

Kobieta nalewająca mleko (1660-1661).

Jeden z najsłynniejszych obrazów Vermeera. Jest w nim wszystko: cisza, którą tylko Vermeer potrafił namalować, skupienie, tak bardzo nam dziś obce, drobne „ziarenka światła”, widoczne na pieczywie i przedmiotach, które zachwyciły impresjonistów, kompozycja żółci, niebieskiego i perłowoszarego, znak rozpoznawczy Vermeera. U dołu ściany widać fajansowe płytki z Delft.

 Kobieta w błękitnej sukni (1662-1665).

„Żakiet w kolorze akwamaryny rozszerza się, błyszczy jak pachnący kielich, obok szaroniebieskich matowych krzeseł, w sposób wyjątkowy dla samego Vermeera” – napisał zachwycony Van Gogh.

 Dziewczyna z perłą (1666-1667).

Gioconda Północy, jeden z najpiękniejszych portretów świata. Dziewczyna o łagodnym spojrzeniu, trochę rozmarzonym, wyrażającym ledwo uchwytny żal, a jednocześnie nadzieję, jakby czekała na coś, o czym wie, że nigdy nie nadejdzie.

Obraz stał się inspiracją dla książki oraz filmu „Dziewczyna z perłą”. O ile nie mam nic przeciwko temu, żeby Vermeer miał twarz Colina Firtha, o tyle twarz Scarlett Johansson pozującej do obrazu, pomimo urody aktorki, nie osiąga subtelności i tajemniczej magii dziewczyny z portretu Vermeera. Ale czyż najlepszy operator filmowy może zastąpić kunszt genialnego malarza? Za dziesięć, dwadzieścia lat film zostanie zapomniany, zalany nowymi produkcjami Hollywood, Vermeer będzie zachwycał przez wieki.

Na koniec powrócę do Delft i jego widoku sprzed trzech wieków:

 Widok Delft (ok. 1661).

Według Marcela Prousta najpiękniejszy obraz świata. Oglądając w książkach reprodukcje tego obrazu, trudno mi było zrozumieć zachwyt Prousta. Aż zobaczyłam obraz, najpierw w Paryżu, na wystawie dzieł Vermeera, później w Hadze, w muzeum Mauritshuis. Ten obraz jest jak magnes. Nie można się skupić na innych płótnach, wiedząc, że piętro wyżej, naprzeciw "Dziewczyny z perłą", wisi "Widok Delft".

Tego obrazu się nie ogląda, w ten obraz się wchodzi i w nim pozostaje. Czujemy wielką, ciemną chmurę nad głową, z której przed chwilą spadł deszcz. Chrzęści mokry piasek pod butami, od czarnych murów ciągnie wilgoć. Już nie pada, przekupki mogą spokojnie rozmawiać, podobnie jak grupa ludzi obok łodzi. Stoimy razem z nimi na nadbrzeżu i razem z nimi widzimy, jak zza chmury wychodzi słońce i oświetla domy w oddali oraz wieżę Nowego Kościoła. Jeszcze kilka chwil i ciepłe promienie padną na nas. Patrząc na obraz, łapiemy się na tym, że czekamy, dosłownie czekamy, aż chmura się przetoczy i słońce oświetli mokre mury i nas samych. Sugestia jest tak silna, że z trudem dochodzi do nas, iż chwila uchwycona przez Vermeera będzie trwać wiecznie.

Głównym elementem obrazu jest owa ciężka, ołowiana chmura, która zakryła słońce i rzuca głęboki cień na mury i wodę kanału. Obraz jest kwadratowy, miasto zajmuje jedną trzecią płótna, reszta to niebo i chmura. Co robią z obrazem wydawcy książek? Obcinają chmurę i pokazują jedynie miasto, pozbawiając dzieło Vermeera jego czaru i wymowy. Zachwycony Proust nie oglądał reprodukcji, miał szczęście zobaczyć obraz. (Notabene, wszystkie powyższe reprodukcje oddają w sposób bardzo niedoskonały mistrzostwo artysty i magię jego obrazów: rozproszone światło, błyszczące przedmioty, połysk atłasu).

W Delft można odwiedzić miejsce, z którego Vermeer malował widok. Obraz nie jest fotograficznie wierny topografii miasta, artysta dokonał pewnych przesunięć, niemniej z miejsca, z którego malował, rozpoznajemy Bramę Wschodnią, kanał, Nowy Kościół. Dzisiaj można oczywiście to wszystko sfotografować, dorzucając do widoku pobliskie reklamy. Cóż warta jest jednak fotografia, gdy nie ma na niej ciężkiej chmury i pierwszych promieni słońca jaskrawo oświetlających oleistą substancję „kawałka żółtej ściany”?

________________________

©Zofia Kozimor

 

   Powrót

Do góry