Powrót                                               

 

 

Andrzej J.R. Wala

 

Głos z Scheyechbi

 

 

20 Kiedy kilkanaście miesięcy temu pod felietonem swoim przeczytałem notkę, że nie zgadza się on z linią programową „Tawacinu”, trochę pokraśniałem i poczułem przyspieszone tętno. Wszakże, po jakiejś chwili, zdałem sobie sprawę, że właściwie każda redakcja ma prawo do swojej „linii programowej” i nie mam się co indyczyć. A poza tym, to świetnie, że można pisać wedle swego uznania, a redakcja najwyżej zaznaczy, iż poglądy wyrażone w kolumnie nie przedstawiają jej stanowiska. Tak np. robi indiański periodyk „News From Indian Country” i np. pewna „niszowa” gazetka polonijna, „The Post Eagle”, z którą zresztą miewam kontakt dość okazjonalny.

Niemniej, to w tym ostatnim periodyku znalazłem kuriozalną wypowiedź czytelnika, która w moim tłumaczeniu przedstawia się następująco:

Drogi Wydawco.

Nie rozumiem tego. Może Pan albo Pańscy Czytelnicy mogliby mi to wyjaśnić. Dlaczego Amerykańskie Centrum Kultury POLSKIEJ czci pamięć Korczaka Ziółkowskiego, tego, który rozpoczął rzeźbić INDIANINA AMERYKAŃSKIEGO, Szalonego Konia? Jak i gdzie znaleźć związki między tymi ludźmi?

W latach 1870-tych Szalony Koń napadał na żołnierzy amerykańskich. Działania te doprowadziły do śmierci wielu i były przyczyną wielu ran. Jego wyczyny, jak twierdzą historycy, w bitwie pod Rosebud Creek w ówczesnym Terytorium Montany, w rezultacie spowodowały późniejszą klęskę Armii Stanów, pod dowództwem George’a Custera, w bitwie nad Little Big Horn. Dlaczego szanujący prawo Amerykanie polskiego pochodzenia chcą honorować dzikusa-buntownika i mordercę? (Czy wyobrażacie sobie czczenie rzeźby Osamy Bin Ladena?)

Pański, szczerze oddany,

Walter Karling, Nowy Jork[1]

Zachodzę teraz w głowę, czy gdyby list taki otrzymał nasz Naczelny, bez wahania umieściłby go na łamach „Tawacinu”? Być może tak, bo „dawanie pola” imbecylom nie zagraża linii programowej, a i każdy domyśli się, że dopuszczono celowo, by bęcwał, wyciekiem swej aberracji, sam się ośmieszył przed gremium „indianistów”.

Gorzej, gdy dbałość o „linię programową” nie dopuszcza tekstów wobec niej krytycznych. Los taki spotkał znakomity tekst Zofii Kozimor, „I bezstronni nie są bezstronni” - głos do polemiki wokół „stereotypów” i „prawa Wali” („Tawacin”, numery 76,77) – ponieważ, jak przypuszczam, zawierał m.in. taką konstatację:

(...) Inny przykład. Wstępniak Redaktora Naczelnego (numer 70), który na kartach pisma poświeconego  losom amerykańskich tubylców, czarno na białym dowodzi, iż kwestia podboju Ameryki jest dziś sprawą przebrzmiałą, a lament nad tym, że „źli biali napadli na dobrych Indian” trzeba odłożyć do lamusa. Pogląd ten został powtórzony w ostatnim numerze „Tawacinu”. I nie przestaje mnie zadziwiać. Uważam, że odrzucenie refleksji nad podbojem Ameryki i zniszczeniem indiańskich kultur pod pretekstem, że najazdy i zabory ziem są czymś normalnym, jest wyrazem albo cynizmu, albo zakłamania” (...)[2]

Czy uwaga o „odrzuceniu refleksji nad podbojem” była dla „Tawacinu” aż taką zniewagą?! Wiem, jestem „skażony” amerykańską wersją wolności wypowiedzi, zresztą, jedyną tu realną wolnością. I przez to właśnie chcę się domagać, by nasz kwartalnik nie obawiał się żadnych kontrowersji. Jeśli „Róże Maryi” nie wydrukują Urbana z obawy „udławienia się jego brudem”, to „Tawacin” nie może odrzucać tekstów krytycznych wobec siebie, czy np. wobec Kościoła, ponieważ jest pismem tropiącym prawdę i propagującym naukę. Wierzę, że Naczelny przestanie obawiać się pozycji „między młotem a kowadłem” i będzie z premedytacją „narażać się” tak „tercjarkom” jak „ateistom”, bo to stanowi o sile i intelektualnej niezależności pisma. Niechby jedynym probierzem kwalifikacyjnym pozostał poziom literacki tekstów, a wszystko będzie w porządku!

Andrzej J.R. Wala 


[1] „The Post Eagle”, September 26, 2007, p. 2.

[2] Tekst lojalnie dostarczony mi przez Redaktora Naczelnego “Tawacinu”.      

_______________________

©Zofia Kozimor

 
   Powrót

Do góry