Powrót                                                                                  

 

 

 

Strona redagowana przez Marka Nowocienia i Dariusza Kachlaka.

*

Strona kwartalnika i wydawnictwa o tematyce indiańskiej.

*

Strona czasopisma o tubylczych kulturach amerykańskich

*

 

O propagowaniu kultury Indian przez Zdzisława Wszołka.

*

Strona tancerzy Pow Wow z Torunia.

*

Strona Polsko-Amerykańskiego Towarzystwa Etnograficznego im. Bronisława Malinowskiego. 

*

Strona stowarzyszenia walczącego z przejawami faszyzmu, rasizmu i antysemityzmu.

*

Ze stron anglojęzycznych dotyczących Apaczów i Cochise’a polecam stronę George'a Robertsona:

Wszystkie artykuły tej witryny warte są poznania. Szczególnie pasjonująca jest relacja o odkryciu miejsca obozowiska Apaczów z okresu negocjacji między generałem Howardem i Cochise’em. Oto krótkie streszczenie tej relacji. 

Porucznik Joseph Sladen był, obok generała Howarda, jedynym białym, któremu w 1872 roku pozwolono wejść do obozu Cochise'a. Młody porucznik docenił ten przywilej: swoje wrażenia i obserwacje z pobytu u Chokonenów opisał w pasjonującym dzienniku. Ćwierć wieku później do dziennika dołączono fotografię jednego z opisanych miejsc. W 1895 roku, kiedy wojny indiańskie były już wspomnieniem, na ziemie Apaczów Chiricahua przybyła Alice Rollins Crane, pisarka i dziennikarka, kobieta ekscentryczna i niezależna, zainteresowana kulturą i historią ludu Cochise'a. Indian na tych ziemiach już nie było, ale koło Tucson żył jeszcze Thomas Jeffords, biały przyjaciel wielkiego wodza. Oprowadził on badaczkę po górach Dragoon i pokazał jej miejsce, gdzie obozowali Indianie podczas negocjacji z Howardem. Młoda kobieta przywiozła ze sobą aparat fotograficzny i sfotografowała wielką skałę, na której Cochise miał zwyczaj medytować wpatrzony w dolinę San Pedro. Z wysokości tej skały Cochise i Howard ogłosili zebranym Apaczom zawarcie rozejmu. Autorka wysłała zdjęcie generałowi Howardowi, który potwierdził informacje Jeffordsa. Przez sto lat fotografia przeleżała w archiwum rodziny Sladenów, aż trafił na nią Edwin Sweeney, biograf Cochise'a, niezmordowanie tropiący ślady Apaczów i ich wodza. Historyk próbował odnaleźć miejsce obozowiska Indian w rumowisku skalnym, jakim są góry Dragoon od strony zachodniej. Na próżno. Alice Crane sfotografowała skałę, ale nie pomyślała, by zostawić wskazówki, jak do niej trafić. Sprawa wydawała się beznadziejna, gdy pojawił się inny ekscentryk i zapaleniec, George Robertson. Przejmując pałeczkę od Alice Crane, postanowił dokończyć jej dzieła i raz jeszcze odnaleźć obozowisko Apaczów. Osiedlił się u stóp gór Dragoon i przez dwa lata, wędrując po wąwozach, rozpadliskach, skałach i kamieniach, które nazywamy dzisiaj Fortecą Zachodnią, szukał igły w stogu siana, skały z fotografii. I znalazł. Wiosną 2002 roku, prowadzony - jak sam mówi - przez duchy czuwające nad tym miejscem, trafił na skałę, którą sto lat wcześniej sfotografowała Alice Crane, na której przed stu trzydziestu laty, otulony w czerwony koc, medytował Cochise, zanim ogłosił swemu ludowi pokój. Odnalazłszy skałę, George Robertson zlokalizował obozowisko Apaczów opisane przez Sladena: "katedrę", w której się modlili, miejsce gdzie Cochise i jego kapitanowie dyskutowali o warunkach rozejmu, w końcu "wielką, płaską skałę", koło której żona Cochise’a podjęła Howarda posiłkiem, miejsce, o którym Cochise powiedział "mój dom". W niewielkiej grocie Robertson natknął się na otoczone kamieniami indiańskie ognisko z resztkami popiołów; porzucone sto trzydzieści lat temu wyglądało, jakby jeszcze w przeddzień palił się w nim ogień. Dla Robertsona dotknięcie śladów Apaczów było doświadczeniem o wymiarze mistycznym.

Tę niezwykłą przygodę opisał na swojej stronie. Czyta się ją z przejęciem. Gorąco polecam. 

________________________

©Zofia Kozimor

 

   Powrót

Do góry