Powrót                                               

 

 

Ishi, człowiek dwóch światów 

Dwie recenzje 

Oto fragmenty dwóch pięknych recenzji książki Theodory Kroeber, wydanej we Francji pod tytułem Ishi (polski tytuł: Ishi, człowiek dwóch światów). Pierwsza z nich, pióra Yvesa Bergera, ukazała się z okazji pierwszego jej wydania w 1968 roku, a druga, autorstwa Michela Polaca, wyszła drukiem kilka lat później razem z recenzją autobiografii Dona Talayesvy, wodza Słońca Indian Hopi. Recenzje te zamieszczone zostały w kieszonkowym wydaniu Ishi.

***

Ishi jest bez wątpienia najbardziej bulwersującą książką, jaką dane mi było przeczytać. Może obok dziennika Anny Frank... Ale przecież nie waży się własnych emocji.

Tej książki pod prostym tytułem Ishi nie można porównać z niczym. To historia życia i śmierci człowieka o tym imieniu, opis doświadczenia, jakiego Historia przed nim nie znała i nigdy więcej nie pozna. Ishi to ostatni dziki Indianin Ameryki Północnej, ostatni człowiek żyjący w stanie natury. Jego przypadek jest jedyny: człowiek z epoki kamienia staje twarzą w twarz z amerykańską cywilizacją XX wieku. Ishi, to jedyny ocalały ze zrujnowanej epoki, z przebrzmiałej na zawsze cywilizacji. Gdy oddaje się w ręce białych, ma 49 bądź 51 lat. Urodził się więc w roku 1860 lub 1862. Jego historia jest tragiczna: jedenastu członków jego grupy i on sam, dziesięcioletni wówczas chłopiec, chowają się w lesie po wymordowaniu przez białych całego plemienia. Przez 41 lat Ishi pozostaje w ukryciu, w całkowitej izolacji, a przez trzy ostatnie lata żyje zupełnie sam.

Tłem książki Ishi jest ujęta w daty, opisana, oparta na dokumentach i świadectwach historia ludobójstwa Indian w Kalifornii. W latach 1850-1860, kiedy to odkrycie złota prowadzi do najazdu na stan, biali wybili 60 % kalifornijskich Indian, czyli co najmniej sto tysięcy osób. Inne liczby są równie wymowne: w przeciągu 16 lat, od 1849 do 1865, zgładzili trzy tysiące Indian z ludu Yana, trzy tysiące bez pięćdziesięciu. Trzeba koniecznie przeczytać te zupełnie obłędne strony będące echem dzisiejszej historii Ameryki.

W jaki sposób Ishi i jego bliscy żyli przez trzydzieści osiem lat na skraju cywilizowanego świata? Na dwóch skrawkach ziemi sąsiadujących ze sobą, wzdłuż południowego brzegu kanionu, zakładają wioskę. Wybrali to miejsce, gdyż było niewidoczne i, można by rzec, nieprawdopodobne. Ściany kanionu wysokie na 50 m., górujące nad rzeką, były nagie, gładkie, nie do pokonania. Przez prawie 40 lat Ishi i jego bliscy, z których z upływem czasu zostało tylko czworo, obserwują jadące w dole pociągi, śledzą stada bydła i coraz liczniejszych białych budujących coraz liczniejsze domy. Ale ich nikt nie zobaczy, nikt nie domyśli się ich obecności. Podczas tego długiego życia w ukryciu polują i łowią, używając cichej broni (harpunów, sieci, łuków, sideł), jedzą w zależności od pory roku koniczynę bądź korzenie, budują szałasy za opadającymi gałęziami drzew tak, by wydawały się dziełem natury, zeschłymi liśćmi maskują ślady stóp, rozpalają tak wątłe ogniska, że ich dym jest niewidoczny, wygasłe paleniska zasypują natychmiast kamieniami. A jednak pewnego dnia 1908 roku Ishi i jego bliscy zostają odkryci. Dochodzi do ucieczki: matka Ishi umiera. Jego siostra i stary mężczyzna toną w rzece. Ishi zostaje sam i żyje sam aż do tego sierpniowego dnia 1911 roku, kiedy nie może już tego wytrzymać.

Reszta tej przejmującej książki to pięć lat spędzonych w świecie białych. Fragmentem bodaj najtrudniejszym do zniesienia jest ten, gdy Ishi jako człowiek „cywilizowany” odkrywa na nowo swoje dzieciństwo, młodość i wiek męski... Na prośbę swych białych przyjaciół pragnących dowiedzieć się i zapisać, co tylko można na temat cywilizacji Yana i reakcji ostatniego człowieka z neolitu, bardzo poruszony, zgadza się na zabawę w człowieka, którym był i którym by został, gdyby tego sierpniowego ranka 1911 roku głód i samotność nie pchnęły go w ramiona białych niszczycieli jego rasy, od których nie oczekiwał nic innego jak, według jego słów, natychmiastowej egzekucji.

Ishi przeżyje wśród białych pięć lat. Umrze na zapalenie płuc 25 marca 1916 roku, a historia tych pięciu lat opowiedziana przez Theodorę Kroeber pokazuje, że zaadaptował się w sposób zadziwiający do nowego środowiska, zachowując przy tym wszystko co najlepsze ze swej rasy: dumę, grzeczność, szacunek dla innych, poczucie godności, żywą inteligencję i dużo humoru... W obliczu tej śmierci, tego dramatu, po przeczytaniu ostatniej strony tej książki, czujemy, że nic nie jest w stanie nas pocieszyć.”

                                Yves Berger, "Le Monde", Paryż, 27 lipca 1968

***

„Ishi należał do neolitycznego plenienia, którego kultura materialna stała „niżej” od kultury plemienia Hopi, ale kto śmiałby powiedzieć, słuchając Ishi, że jest on „niższy” od kogokolwiek?

Plemię Ishi uważano za unicestwione od lat czterdziestu, gdy na początku XX wieku, w małym miasteczku w Kalifornii, nagi człowiek wpadł niespodziewanie w ręce białych: był to Ishi. Złapanie ostatniego człowieka z epoki kamienia w Stanach Zjednoczonych stało się sensacją. Powiadomiony o wszystkim dyrektor muzeum, Alfred Kroeber, przybył na czas, by wyrwać Ishi z rąk urzędników Biura do Spraw Indian, którzy zamierzali umieścić go w rezerwacie, gdzie nikt nie mówił jego językiem.

Kroeberowi udało się zatrzymać Indianina w muzeum, gdzie był on czymś w rodzaju człowieka do wszystkiego; do jego obowiązków należało między innymi produkowanie się każdej niedzieli w jednym z pomieszczeń muzeum (bądź co bądź nie w klatce), gdzie pokazywał zwiedzającym, jak się obrabia krzemień i rozpala ogień za pomocą dwóch patyków.

Po kilku latach cnotliwego życia, wypełnionego samotnością i tęsknotą, Ishi zmarł na zapalenie płuc. Przedtem jednak Kroeber skłonił go do opowiedzenia mu swojej historii. Zorganizował mu też „wakacje” w miejscu, gdzie żyli jego przodkowie i gdzie on sam z grupą ocalałych ukrywał się przez czterdzieści lat. Ta pielgrzymka do źródeł w towarzystwie białych bawiących się w Indian i ten biedny Ishi postawiony twarzą w twarz z tragicznymi wspomnieniami należą do najbardziej przejmujących rozdziałów książki.

Historia grupki Indian próbujących przeżyć w sąsiedztwie białych polujących na nich jak na króliki, jest porażająca: przetrzebieni na równinach, Indianie chowają się w góry i żyją wśród kolczastych zarośli, przemieszczając się na czworakach jak zwierzęta. Ci myśliwi z epoki kamienia polujący za pomocą bezszelestnych łuków, rzadko rozpalający ogień, żyją obok białych, którzy przez czterdzieści lat nie podejrzewają ich obecności aż do dnia, w którym technicy badający teren pod budowę zapory hydroelektrycznej odkrywają ich obozowisko i niszczą je przez chciwość i głupotę. Mała grupka Indian rozprasza się i kiedy po dwóch następnych latach Ishi nabiera pewności, że wszyscy umarli, a on został sam, oddaje się w ręce białych, tak jak popełnia się samobójstwo.

Historia Ishi wśród białych jest smutna i śmieszna zarazem: cyrki pragną pozyskać go dla siebie, by móc pokazywać go obok kobiety z brodą, ekscentryczne panie chcą się za niego wydać. Nawet po jego śmierci Kroeber nie ochroni go przed ostatnią profanacją, jaką jest autopsja tego „dziwnego zwierzęcia”.

Mały znaczący detal: nic nie zachwyciło Ishi w naszej nowoczesnej cywilizacji, ani pociągi, ani samochody, ani elektryczność, nic oprócz pewnego drobiazgu, który wydał mu się bardzo praktyczny: zapałek.

Gdybyście mieli przeczytać w życiu jedną tylko książkę o Indianach, uwierzcie mi, przeczytajcie koniecznie Ishi.”

                             Michel Polac, „Club Montaigne nr 9, Paryż 1975

 ***

Michel Polac (ur. w 1930 r.) – dziennikarz, redaktor, pisarz. Autor telewizyjnych programów o literaturze.

Yves Berger (1931 – 2004) – pisarz, krytyk literacki, wieloletni dyrektor literacki wydawnictwa Grasset. Książki swe poświęcił bez wyjątku Nowemu Światu, Stanom Zjednoczonym, a konkretnie amerykańskim tubylcom. Jako jeden z pierwszych opisał swą miłość do indiańskiej Ameryki. Przybliżył francuskim czytelnikom twórczość pisarzy tubylczych, Scotta Momadaya, Vine'a Delorii Jra i innych. W Polsce wyszła w 2004 roku jego książka Amerykańskie opętanie (wyd. Philip Wilson).

(Theodora Kroeber, Ishi, Plon, Paryż 2002)

Przekład: Zofia Kozimor

________________________

©Zofia Kozimor

 
   Powrót

Do góry