Powrót                                           

 

 

Wypowiedź udzielona Ewie Stockiej-Kalinowskiej. Audycja «Jean-Marie Gustave Le Clézio – Noblista 2008», Wieczór literacki, Polskie Radio 2, 14 grudnia 2008 roku.

 

Zrozumieć twórczość Le Clézio

 

We Francji Jean-Marie Le Clézio oceniany jest z rzadką jednomyślnością. W latach 90. został wybrany przez czytelników miesięcznika „Lire” najlepszym żyjącym pisarzem francuskim. Liczni krytycy i czytelnicy, bardzo wyrobieni i wymagający, są nim zafascynowani. 

 

Francuzi dobrze rozumieją pisarstwo Le Clézio, gdyż francuska tradycja literacka przygotowała ich do tego odbioru. Twórczość Le Clézio wpisuje się w pewien nurt myślowy obecny we Francji, od Montaigna, przez Rousseau, po Antonina Artaud i Lévi-Straussa. Warto przy tym podkreślić, że twórczość ta jest również bardzo dobrze rozumiana i entuzjastycznie przyjmowana w krajach spoza naszego kręgu kulturowego, w Japonii, Korei, w Afryce.

 

Oczywiście żaden pisarz nie zachwyci wszystkich. Czytelnik, który szuka w książkach zgrabnie opowiedzianych historii, wyraźnie nakreślonych postaci, problemów psychologicznych ludzi żyjących w społeczeństwie przemysłowym, w książkach Le Clézio ich nie znajdzie. Tego pisarza zupełnie nie interesują problemy ludzi, dla których, jak mówi, „ważne jest to, co posiadają i to, czym zarządzają”.

 

Le Clézio to pisarz kontemplacyjny. Ucieka od zgiełku, wrzawy, pośpiechu miasta. Jego ulubionym miejscem jest „teren dziki”, czy będzie to teren niezabudowany w mieście, czy bezmiar pustyni, oceanu, lasu. I tam zachwyca go spektakl świata, który opisuje w sposób bardzo poetycki. To, co nadaje tej literaturze niezwykłą moc to najpierw język, prosty, pozbawiony wszystkiego, co błyszczy, a jednocześnie poetycki, działający jak inkantacja. A potem, jej wymiar filozoficzny, ukryty pod pozorną prostotą przekazu. Le Clézio nie jest filozofem, jest pisarzem, nie używa języka dyskursywnego, nie tworzy żadnego systemu. Ale w jego sposobie przedstawienia pustyni, wulkanów, morza, w podtekście luźnej narracji, w historiach, które opowiada, zawarta jest fascynująca refleksja nad człowiekiem i światem. Książki Le Clézio należałoby może czytać jak mity, które są pozornie proste, pozornie niezborne, ale posiadają moc inkantacji i zawierają głęboki przekaz, który należy rozszyfrować.

 

Żeby scharakteryzować twórczość Le Clézio sparafrazuję zdanie z jego pięknej książki: „Raga. Ujrzałem niewidzialny kontynent”.

Jego twórczość jest próbą przedstawienia świata, który dla nas, ludzi Zachodu, pozostawał i do dziś pozostaje niewidzialny, dlatego że jesteśmy ślepi. Ten niewidzialny świat to świat kultur tradycyjnych: nomadów pustyni, ludów Oceanii, amerykańskich Indian, ludów Afryki. Kultury te w inny niż my sposób pojmują świat i człowieka, i przez to właśnie czynią go mniej nieszczęśliwym. Trzeba to dobrze zrozumieć. Nie chodzi tu o żadną fascynację „dobrym dzikusem”. Dla Le Clézio ludy te nigdy nie były ani dobre ani dzikie. Ale wypracowały wartości, które potrafiły je ochronić przed duchowym i materialnym spustoszeniem, przed którym cywilizacja zachodnia nie potrafiła się ochronić. Tymczasem, i Le Clézio podkreśla to dobitnie w swoich esejach, podeszliśmy do tych kultur z niewiarygodną, barbarzyńską arogancją, próbowaliśmy zetrzeć je z powierzchni ziemi, nie zadając sobie trudu, żeby cokolwiek z nich zrozumieć. A i dziś, mówi Le Clézio, nie postępujemy inaczej, gdy odrzucamy takie pojęcia jak „filozofia Indian, literatura ustna, względność kultur”. To właśnie z tą ślepotą nie może się pogodzić Le Clézio. W przemowie, którą wygłosił 7 grudnia w Sztokholmie, zadedykował swoją nagrodę Nobla Elwirze, indiańskiej gawędziarce, która w dżungli panamskiej opowiadała historie i mity w sposób tak piękny, tak sugestywny, tak bogatym językiem, że w tym głuchym, odległym miejscu tworzyła najczystszą, najbardziej autentyczną literaturę.

 

Le Clézio przedstawia te kultury nie z zewnątrz, jako obojętny obserwator, lecz od wewnątrz, przyjmując ich punkt widzenia, który staje się jego własnym. W sferze duchowej charakterystyczny jest dla niego animizm właściwy kosmogonii amerykańskich Indian. Dla Le Clézio nie ma różnicy między materią i duchem, przyroda, którą opisuje, przepojona jest boskością. Człowiek z kolei stanowi część składową świata, nie lepszą ani gorszą od innych form stworzenia. Dzięki temu pozbawiony jest arogancji, świadomy własnych ograniczeń, co jest zbawienne i dla niego i dla świata. Ta koncepcja nie istnieje w kulturze zachodniej. Mówi o tym dobitnie Claude Lévi-Strauss, który bez wątpienia wywarł duży wpływ na Le Clézio. Lévi-Strauss krytycznie odnosi się do tradycji europejskiego humanizmu. Humanizm renesansu, tkwiący korzeniami w myśli judeochrześcijańskiej, zdefiniował człowieka jako istotę myślącą, wyniósł go ponad inne stworzenia, uczynił z niego pana i władcę, co zaowocowało wyrzuceniem poza arbitralnie wyznaczone granice całych odłamów ludzkości, w pierwszej kolejności tych, które poznanie świata oparły na intuicji. A potem przyszła kolej na inne odłamy ludzkości, o czym przekonaliśmy się w Europie. Taka koncepcja człowieka obca jest kulturom tradycyjnym. W „Uranii” Indianin Jadi zaleca mieszkańcom Campos skromność i pokorę, bo tylko wtedy będą zdolni do przyjęcia prawdy. Żeby stać się człowiekiem, mówi Jadi, trzeba nauczyć się być małym.

 

Le Clézio pokazuje w swoich książkach, że kultury tradycyjne, indiańskie, afrykańskie pojmują człowieka w sposób pełny, z jego siłą i z jego słabością, niedoskonałością. A także z jego wyobraźnią, intuicją, które są równie ważne jak rozum. Jest w „Uranii” piękna scena, gdy Jadi tłumaczy Rafaelowi, że podczas patrzenia w niebo należy zapomnieć o wszystkim, co się wie, nie liczy się bowiem wiedza, ale instynktowne odgadywanie świata, intuicyjne poznanie. I daje przykład: przed wiekami Indianie Dine, czyli Nawaho, byli przekonani, że ziemia jest płaska, a góry wypełnione są źródlaną wodą, dzisiaj mamy o ziemi i górach inną wiedzę, a za sto lat odkryjemy nowe wymiary, światy bez grawitacji i nasza wiedza będzie jeszcze inna. Ale wszystkie te stadia wiedzy są siebie warte, gdyż wiedza nie ma nic wspólnego z poznaniem, nie zbliża nas do niego. Poznanie, czyli doświadczenie duchowości świata – prawdy, jak mówi Jadi – może być tylko intuicyjne, albo nie będzie go wcale. Jest w tym mądrość amerykańskich Indian, mądrość ludów Wschodu. A według wielkiego teoretyka religii René Guénona ta mądrość istniała również w naszej kulturze, ale została zapomniana.

 

Mówi się czasem, że, przedstawiając te kultury, Le Clézio szuka egzotyki, że praktykuje naiwny egzotyzm. Są to opinie powierzchowne i błędne. Równie błędne jest powiedzenie, że Le Clézio jest pisarzem podróżnikiem. Le Clézio mógłby za Lévi-Straussem powiedzieć, że nie cierpi podróżników i podróży. Dla niego turystyka do egzotycznych krajów to rodzaj eksploatacji tych ludów, to traktowanie ich w sposób instrumentalny jako urlopowej rozrywki. W książce „Raga. Ujrzałem niewidzialny kontynent” jest bardzo piękne zdanie dotyczące podróży. Le Clézio mówi: „Jedynym celem podróżowania powinna być chęć zmierzenia własnych niekompetencji”. Jest w tym cały Le Clézio. Traktuje on inne kultury w sposób partnerski, widzi w nich alternatywę dla naszego zagubienia, źródło inspiracji, a nawet ratunek. W filozofii tych ludów Le Clézio znalazł po części odpowiedź na pytanie o przyczynę klęski zachodnich społeczeństw.

 

I o tym właśnie mówi we wszystkich książkach, ale za każdym razem inaczej. Powraca do tych samych tematów w inny sposób. Systematycznie przedstawia dwa światy: świat kultur naturalnych, „pełnych piękna i elegancji” i świat zachodni, czyli świat ludzi, którzy się pomylili. Pod względem materialnym, pierwszy jest biedny, ale to dlatego, że ludzie nad wygodę przedkładają wolność, a drugi bogaty, ale jego bogactwo opłacone jest między innymi zniewoleniem. Według Le Clézio rewolucje i rewolty wybuchają w świecie bogatym. Nie ma ich natomiast w kulturach tradycyjnych, bo te wypracowały równowagę między człowiekiem i światem, jednostką i zbiorowością, ciałem i duchem. Rewolty to wynik wszelkiej przesady, załamania równowagi, zagubienia. Ludzie Zachodu przekonani są o własnej nieomylności, a jednocześnie przechodzą od kryzysu do kryzysu. Wyczerpali wszystkie możliwości naprawy swojego świata. W „Uranii” Le Clézio drwi z tego, mówiąc, że jedna rewolucja zastępuje drugą, jedna teoria zastępuje drugą, jeden system budowany jest na miejsce innego. Zawsze z tym samym skutkiem. Bo te próby naprawy świata są siebie warte. A wszystko dlatego, że ludzie Zachodu próbują reformować system, nie podważając jego zasady. Dlatego ratunek może przyjść tylko z zewnątrz, od ludzi, którzy organizację społeczną, koncepcję człowieka i świata oparli na innej zasadzie. I tutaj Le Clézio podkreśla zbawienną rolę kulturowej metyzacji. Ta metyzacja nie polega na narzuceniu wszystkim ludom modelu kultury zachodniej jako kultury dominującej, ale na przejęciu przez kulturę zachodnią wzorów z zewnątrz. Na wsłuchaniu się w te kultury. Zresztą to już następuje: przejmujemy od tych kultur szacunek do ziemi, która nie może być nam poddana, przejmujemy ich duchowość, muzykę, sposób odżywiania się, swobodę w edukacji dzieci. Społeczność Campos w „Uranii” jest przykładem takiej kulturowej i językowej metyzacji. Te kultury zaczynają nam się narzucać nie drogą podboju i agresji, ale przez własne piękno, własną mądrość. Potrafiły z determinacją, z wiarą w siebie przetrwać podboje, chrystianizację, kolonizację i czekać, aż zostaną uznane. Dlatego w „Uranii” mówiąc o tych ludach, Le Clézio używa często słowa „niezniszczalny”. O Lili z Laguny mówi: jesteś niezniszczalnym korzeniem, jesteś nieśmiertelna. Ludzie z Campos odfrunęli jak motyle, jakby nie można było ich zniszczyć. Juan Uacus ma twarz jakby wyciosaną w bazalcie, wieczną, niezniszczalną.

Oczywiście Le Clézio nie mówi tego wszystkiego w ten sposób, nie mówi tego tak wyraźnie, dobitnie. Wszystko przekazuje za pomocą środków literackich, opowiadając historie, opisując pejzaże, robiąc poetyckie, zaskakujące czasem porównania, a do nas, do czytelników, należy rozszyfrowanie tego przekazu.

Zofia Kozimor

________________________

©Zofia Kozimor

 
   Powrót

Do góry