Powrót                                         

 

 

Życie codzienne

Mieszkanie i pożywienie

Jednym z najważniejszych czynników determinujących życie Apaczów była przestrzeń. Ich ziemie, na których pasma górskie sąsiadowały z pustynnymi równinami, rozciągały się od północnych dopływów rzeki Gila w Arizonie, po wschodnie dopływy Río Grande w Nowym Meksyku oraz stany Sonora i Chihuahua w Meksyku. Na tych ogromnych terenach, w dolinach niedostępnych gór, porozrzucane były obozowiska apackich plemion. Pierwszym elementem składowym świata Apaczów była przestrzeń. To ona wyznaczała proporcje w  kosmosie i kształtowała rozumienie świata. Obcowanie na co dzień z wszechobecną przyrodą, kontemplacja jej grozy i piękna kształtowały duchowość i filozofię tych ludzi.

Na tych nieogarniętych terenach Apacze żyli wolni. Byli mocno przywiązani do miejsca swego urodzenia, do którego regularnie wracali i modlili się, kładąc na ziemi. Ale przywiązanie to miało charakter mistyczny. Pojęcie własności ziemi było im obce. Te wędrujące grupy przemieszczały się w rytm pór roku, podążając bądź za zwierzyną łowną, bądź w poszukiwaniu meskalu, żołędzi, dzikich owoców i jagód. Rozproszeni na ogromnych terenach, wtopieni w naturę, nie wypracowali struktur państwowych, nie znali też zcentralizowanej władzy.

Dolina Salt River, dopływu rzeki Gila 

Rodzinne grupy apackich plemion rozbijały swe obozowiska w dolinach gór, w sąsiedztwie źródeł i potoków. Apacze Arizony i zachodniego wybrzeża Río Grande w Nowym Meksyku nie stawiali tipi. Mieszkali w szałasach z gałęzi, które dostosowane były do panującego tu klimatu. Na tych terenach, gdzie  wiosną i latem temperatura dnia przekracza 40°C, w tipi ze skór byłoby za gorąco. Szałasy Apaczów (Amerykanie nazwali je wickiupami, Apacze mówili na nie gowa) robione były z długich żerdzi wygiętych u góry i związanych włóknami juki. Do tej konstrukcji przywiązywano poprzeczne żerdzie, na które zawieszano pęki niedźwiedziej trawy, bądź sitowia. Tworzono w ten sposób pomieszczenia przewiewne, chłodne, a przy tym pachnące. Na początku mocno pachniała świeża trawa. Z czasem, gdy wyschła, w szałasie dominował zapach siana. Do trawy kobiety dodawały liście mięty. 

Wickiupy w Forcie Apache. Wejścia szałasów zwrócone są na wschód.

Indianie Navaho, prowadzący bardziej osiadły tryb życia, budowali tzw. hogany, kopulaste domy bez okien przykryte ziemią, zapewniające wewnątrz przyjemny chłód. Wickiupy Apaczów były domostwami nomadów, budowano je szybko i porzucano, gdy nadchodził czas wędrówki. Gdy grupa zatrzymywała się na krótko, szałasy robiono naprędce i okrywano z grubsza trawą. Na dłuższy pobyt budowano je starannie, a na zimę okrywano skórami zwierząt. Wznoszeniem szałasów zajmowały się kobiety; mężczyźni pomagali im przy stawianiu konstrukcji z żerdzi. Szałasy nie miały okien, a ich wejścia zwrócone były zawsze na wschód. Wraz ze wstającym słońcem nadchodziły od wschodu dobre duchy. Wewnątrz szałasu rozkładano skóry zwierząt, a ściany dekorowano. W swym pamiętniku Geronimo wspomina dekoracje z jelenich skór, które Alope wyszyła koralikami i ozdobiła rysunkami.

 

Szkielet szałasu wykonany przez prawnuczkę Cochise'a, Elbys Hugar, w muzeum Apaczów w Willcox.

Ziemie Apaczów obfitowały w zwierzynę. W górach, a także na pustynnych płaskowyżach żyło wiele gatunków zwierząt łownych oraz drapieżników. Przed masowym przybyciem białych Apacze żywili się wyłącznie produktami myślistwa i zbieractwa. W dawnych czasach polowano na bizony. Gdy te wyginęły, podstawą pożywienia stały się jelenie. Ceniono nie tylko ich mięso, ale również skórę, która po wyprawieniu stawała się delikatna i miękka, i stanowiła doskonały materiał na ubrania. Na pustynnych preriach pasły się wielkie stada antylop i łosi, na które polowano zarówno dla mięsa, jak i dla skór. Skóra łosi była zbyt gruba na ubranie. Wyrabiano z niej podeszwy mokasynów i okrycia. W górach polowano na kozice i muflony. Ze skór tych ostatnich kobiety szyły ciepłe ubrania na zimę. Młodzi chłopcy uzbrojeni w łuki szukali królików i wiewiórek. Polowano również na drapieżniki. Pumy i jaguary ceniono szczególnie ze względu na skórę, choć nie gardzono ich mięsem, a orły i sokoły ze względu na pióra. Mięso jeleni, antylop i łosi kobiety kroiły w cienkie plastry i suszyły na słońcu. Odkładano je potem w workach do specjalnych skrytek.

 

W górach Chiricahua żyją do dziś sarny, antylopy i niedźwiedzie.

Obok zwierzyny łownej istniały gatunki, które myśliwi omijali z daleka. Zamieszkiwały je bowiem złe duchy, nieprzyjazne ludziom. Tabu zabraniało spożywania mięsa niedźwiedzi i kojotów. Nigdy nie jedzono węży. Zakaz ten dotyczył nie tylko mięsa, Apacze nie używali również ich skór. Generał Howard opowiada, jak podczas podróży z obozu Cochise’a do Fortu Bowie, zatrzymał się wraz z towarzyszącym mu Chie, bratankiem wodza, na nocny spoczynek. Ponieważ październikowa noc była zimna, generał wyciągnął niedźwiedzią skórę. Widząc to, Chie odskoczył przerażony. Machał rękami i powtarzał, że niedźwiedź jest bardzo niedobry dla Apaczów. Mowy nie było o użyciu tego przykrycia. Rad nierad, generał skórę zwinął i schował. Na zimno jednak nie narzekał, gdyż – jak pisze - śpiący obok niego Chie okazał się „równie skuteczny jak gorący piecyk”. Zakazy związane ze spożyciem węży pociągały za sobą inne ograniczenia. Apacze nie jedli mięsa dzikich indyków, ani pekari, gdyż te żywiły się wężami. Nie jedzono też ryb, których śliskie łuski przypominały skórę węży.  

Grzechotniki (Wiwarium w parku kaktusów koło Tucson).

Z przybyciem białych osadników znikły stopniowo stada bizonów, antylop i łosi. Indianie zwrócili się wtedy po nową zdobycz: bydło, konie i muły nowych sąsiadów. Gustowali szczególnie w mięsie mułów, jedli koninę i wołowinę, a także mięso kóz, baranów i osłów. Kury natomiast nie znalazły ich uznania. Podobnie jak jajka i mleko, których Apacze nie trawili i które wywoływały alergie.

Dieta Apaczów nie ograniczała się do mięsa. Zbieractwo było dla nich równie ważne jak myślistwo. Życie na tych półpustynnych terenach jest, wbrew pozorom, niezwykle bogate. Indianie doskonale przebadali naturalne bogactwa tej ziemi, nauczyli się je rozumnie wykorzystywać i przetwarzać. Zbieractwem zajmowały się kobiety. Przez okres zbiorów potrafiły nagromadzić setki kilogramów dzikich owoców i jarzyn. Szczególnie ważny w pożywieniu Apaczów był meskal, zbierano również żołędzie, ziarna mesquitów, nasiona pinii, owoce kaktusów, orzechy oraz dziki miód.  

Z agawy wyrabiano meskal, chleb Apaczów.

Meskal otrzymywany z miąższu agawy był jednym z podstawowych produktów w kuchni ludu Nde. Kiedy nadchodziła pora jego zbioru, wojownicy przerywali wyprawy i rajdy, zawierano rozejmy i cała grupa przenosiła się na tereny, gdzie rosły agawy. Była to praca ciężka i mężczyźni często pomagali kobietom. Ucinano liście agawy, wydobywano z ziemi bulwy, krojono je bądź wydobywano z nich miąższ, który gotowano. Otrzymany w ten sposób meskal można było jeść od razu, co też robiono w atmosferze radości i święta, ale wielką jego ilość konserwowano. Ugotowaną masę kobiety wylewały na płaskie kamienie i suszyły na słońcu. Otrzymane placki łamały, bądź kroiły, wkładały do worków, które potem transportowano i przechowywano w skrytkach. Zimą zastygły meskal gotowano na nowo i przywracano mu konsystencję gęstej masy. Każda rodzina starała się przygotować na zimę do sześćdziesięciu wielkich placków tego specjału. Był to produkt niezwykle pożywny, bogaty w skrobię. Wyruszający na wojenne wyprawy wojownicy brali ze sobą kawałki meskalu. 

Zbiór meskalu (zdjęcie Edwarda Curtisa)

Kobiety niosące kosze (Edward Curtis)

Zbiór meskalu był szczególnie łatwy dla Indian żyjących na wschodzie, gdzie agawy rosły w dużych ilościach. Apacze Mescalero zawdzięczają tej właśnie aktywności swoją nazwę[1]. Inne plemiona musiały pokonywać w tym celu znaczne odległości. Przemieszczano się wspólnie, razem ze starcami i dziećmi, i konieczna była obecność wojowników zapewniających ochronę. Z czasem armie meksykańska i amerykańska, patrolujące tereny Indian, mocno zakłóciły czy wręcz uniemożliwiły zbiór meskalu. W rezultacie tej polityki mnożyły się ataki Apaczów na wioski białych osadników, w których szukano pożywienia.

 

Przy ognisku (Edward Curtis).

Dla Apaczów z Arizony rolę równie ważną co meskal odgrywały żołędzie. Podobne do naszych, tylko dwa razy mniejsze, zawierają toksyczny składnik, który Apacze umieli usuwać. Okres zbioru żołędzi mobilizował znowu wszystkich członków rodziny. Jedna rodzina potrafiła uzbierać do 250 kilogramów żołędzi. Służyły one do wyrabiania mąki, z której wypiekano chleb. Kobiety i dziewczęta zbierały też ziarna mesquitów, owoce kaktusów i jagody. Pierwszych zebranych danego dnia owoców nie można było spożywać, przekazywano je bogom podczas rytuałów błagalnych. Podczas podobnych rytuałów krew pierwszej upolowanej zwierzyny oddawano bogom z czterech stron świata.

Owoce opuncji, smakołyk Apaczów

Strąki mesquitów

   

Po zebraniu i przetworzeniu produktów wielkie ilości suszonego mięsa, owoców i jarzyn musiały być odpowiednio przechowane. W koszykach zostawiano wiktuały konieczne do wyżywienia rodziny przez tydzień, a resztę pakowano do worków i zanoszono do skrytek. Spiżarnie te tworzono w naturalnych grotach, suchych i chłodnych. Wejście do nich tarasowano kamieniem i uszczelniano gliną, co gwarantowało hermetyczne zamknięcie. Następnie maskowano je trawą. Skrytka taka była niezauważalna w pejzażu górskim, a złożone w niej jedzenie można było przechować przez rok. Osobne skrytki służyły do magazynowania skór, ubrań, koców, a także broni i amunicji. Skrytki te należały do całej grupy, a zawarte w nich dobra dzielono między wszystkich. Wiele skrytek zachowywano na czarną godzinę i otwierano je w przypadku absolutnej konieczności.  

Apacze schodzący do skrytki (Howard Terpning).

Rolnictwo pojawiło się w gospodarce Apaczów późno, pod wpływem Hiszpanów i Meksykanów, którzy usiłowali przekształcić tych łowców i zbieraczy w rolników. Z czasem, gdy tereny łowieckie mocno się skurczyły, Apacze zaczęli uprawiać kukurydzę i dynie, o czym wspomina Geronimo w swoim dzienniku, niemniej rolnictwo nie należało do kultury tego ludu. Morris Opler podkreśla, że wśród legend Apaczów, a także wśród ich ceremonii religijnych nie ma żadnych mitów i obrzędów związanych z uprawą roślin. Niemniej Apacze żywili się produktami rolnictwa, które otrzymywali w ramach racji żywnościowych, czy też zabierali podczas najazdów. Cenili szczególnie kukurydzę, z której nauczyli się wyrabiać lekko alkoholizowany napój, tzw. tiswin.

Apacze, podobnie jak wszyscy Indianie, doskonale znali właściwości lecznicze roślin i ziół. Bezradni wobec chorób przywleczonych przez białych, które w szybkim tempie czyniły wielkie spustoszenie, potrafili skutecznie leczyć znane im dolegliwości. Wiedzieli, jak przygotować rośliny i jak stosować lekarstwa. W swym pamiętniku Geronimo podkreśla, że przy preparowaniu ziół i przy ich stosowaniu, zaklęcia szamana były równie ważne jak lecznicza właściwość rośliny. Nad wytworzeniem lekarstwa pracowało osiem osób, cztery zajmowały się jego przygotowaniem, a modlitwy i zaklęcia czterech innych nadawały moc ich pracy. Leczenie również odbywało się w obecności szamana, którego modlitwy przywołujące dobre duchy oddziaływały na samopoczucie chorego i przekazywały mu moc konieczną w walce z chorobą, podczas gdy lekarstwo leczyło chory organ.

W swej gospodarce Apacze wykorzystywali nie tylko jadalne części roślin, ale również kwiaty, korzenie, łodygi i liście. Z korzeni juki wytwarzano mydło, z drewnianej łodygi wyrabiano sztućce i naczynia. Ze smukłych łodyg kwiatów niedźwiedziej trawy robiono strzały. Z ostrych traw kobiety wyplatały ozdobne koszyki; niektóre z nich pokrywały smołą, co dawało doskonałe naczynia na wodę. Równie wszechstronnie wykorzystywano upolowane zwierzęta. 

 

Wyplatane naczynia Apaczów (Arizona State Museum, University of Arizona,Tucson)

Przyroda dawała Apaczom jedzenie, ubrania, lekarstwa, narzędzia, broń, ozdoby, zapachy i barwniki. Była ich światem, a oni nieodłączną jej częścią. Żyjąc z tego co zebrali i upolowali, Apacze zależeli całkowicie od środowiska naturalnego, z którym współżyli w stanie rozumnie wypracowanej równowagi. Utrzymanie owej równowagi było ich naczelnym zadaniem i wymagało pokory wobec natury. Pokorę tę zapewniały wierzenia Apaczów, dla których przyroda miała charakter duchowy. Indianie starali się zrozumieć jej mowę, obserwowali jej znaki, odczytywali jej racje. Próbowali zjednać sobie jej widzialne i niewidzialne siły, za wszelką cenę unikali ich gniewu. Przybycie białego człowieka równowagę tę bezpowrotnie zniszczyło. Równiny, płaskowyże, góry, z którymi nomadzi od wieków prowadzili harmonijny dialog, poddane intensywnej eksploatacji i chaotycznej gospodarce, straciły swoją moc, stały się terenami jałowymi, po których Indianie błądzili bez celu, wykorzenieni, pozbawieni środków do życia.

Po długich, wyniszczających walkach, grupa za grupą, ostatnie apackie plemiona składały broń, nie tyle ze względu na klęskę militarną, ile wobec postępującego zniszczenia ich środowiska, powszechnego głodu i wynikającej stąd dezorganizacji społecznej.

 


[1] Meskalu nie należy mylić z meskaliną, halucynogennym środkiem otrzymywanym z soku kaktusa peyotl. Nazwa Mescalero została nadana Apaczom żyjącym po obu stronach rzeki Río Grande przez Hiszpanów i pochodzi nie od meskaliny, lecz od meskalu, który stanowił podstawę ich pożywienia w stopniu większym jeszcze niż u Apaczów Chiricahua i Zachodnich. Meskalu, pożywienia Apaczów, nie należy też mylić z meskalem, alkoholem spokrewnionym z tequilą, wyrabianym przez Meksykanów. Kontynuując tradycję Azteków i Hiszpanów, Meksykanie robili meskal z agawy, których miąższ gotowano, poddawano fermentacji i destylowano.

Bibliografia:

1. Morris Edward Opler, An Apache Life-Way: The Economic, Social and Religious Institutions of the Chiricahua Indians, University of Nebraska Press, 1996

2. Donald C. Cole, The Chiricahua Apaches, 1847-1876 – from War to Reservation, University of New Mexico Press, 1988.

3. Geronimo, His Own Story, E. P. Dutton and Co, New York, 1970.

4. Edwin R. Sweeney, Cochise, Chiricahua Apache Chief, University of Oklahoma Press, 1991  

________________________

©Zofia Kozimor 

 

   Powrót

Do góry