Powrót                                           

 

 

Kilka słów o recenzji książki Nowoczesność i Zagłada Zygmunta Baumana

 

Krzysztof Cieślik posiada imponującą wiedzę o książkach i autorach, dzięki której przekształca swoje recenzje w prawdziwe fajerwerki erudycji. Problem w tym, że erudycja niekoniecznie idzie w parze z rozumieniem. Prawdę tę potwierdziła arogancka recenzja „Uranii” Le Clézio, którą swego czasu pan Cieślik się wsławił, potwierdziły ją chaotyczne, szkolarskie uwagi na temat książki Zygmunta Baumana, Nowoczesność i zagłada (Literatki. W stronę książki). Jest coś szokującego, a zarazem komicznego, gdy osoba pozbawiona intelektualnego bagażu będącego rezultatem wieloletnich badań i refleksji wyrokuje, co słuszne, a co niesłuszne w dziełach pisarzy, którzy ten bagaż posiadają.

Omawiając książkę Zygmunta Baumana, Krzysztof Cieślik swoim zwyczajem błysnął wiedzą i przypomniał nam, że Hanna Arendt, Primo Levi, Kertesz, Wojdowski, Krall i Borowski też pisali o Holokauście. Ale już wyjaśnienie, na czym polega oryginalność i waga pracy Baumana, przerosło recenzenta. Zamiast tego mamy fatalnie zbudowane zdania i bezładne uwagi.

Tymczasem można było chyba zauważyć, że w odróżnieniu od wymienionych autorów Zygmunt Bauman nie przytacza już nowych faktów. W czasach, gdy pracował nad książką, fakty były znane, istniał też szereg teorii na temat Zagłady idących w wielu kierunkach. Bauman, i na tym polega jego geniusz, wziął na warsztat owe teorie oraz całą dostępną wiedzę i dokonał syntezy, innymi słowy wyciągnął wnioski. Przedstawił koncepcję Zagłady, a przez pryzmat Zagłady wizję nowoczesnej cywilizacji, które rozbijają w pył nasze dotychczasowe przekonania.

Autor przypomina, że przez długi czas Zagłada wydawała się czymś niepojętym, przeczyła bowiem całej tradycji cywilizacji zachodniej. Ludzie Zachodu stworzyli sobie mit o ludzkości wyłaniającej się z barbarzyństwa i doskonalącej się dzięki świadomemu, racjonalnemu działaniu. Wszelkie próby podważenia tego mitu spotykały się i spotykają z niechętnym odbiorem społecznym (notabene wystarczy przytoczyć wrogość, jaką budzą w niektórych dzieła Lévi-Straussa czy Le Clézio). Na straży owego mitu – pisze Bauman – stoi koalicja teorii naukowych wyrosłych z tradycji oświeceniowej, a wśród nich: wizja historii jako walki rozumu z przesądami, Weberowska koncepcja racjonalności, przekonanie o możliwości zbudowania idealnego społeczeństwa w oparciu o świadomie wypracowany system, proroctwo Marksa o przejęciu przez człowieka pełnej władzy nad życiem i historią, przeświadczenie, że presja cywilizacyjna tłumi czynniki irracjonalne, a socjalizacja tworzy impulsy moralne. Tym naukowym teoriom – dodaje Bauman – towarzyszy chór ekspertów przekonujących, że jeśli społeczeństwo ma się źle, to dlatego, że nie nauczyło się lekcji. W świetle tego założycielskiego mitu, będącego usprawiedliwieniem i legitymizacją wszelkich działań Zachodu, Zagłada jawi się jako nagłe załamanie się cywilizacji, jako jej zaprzeczenie. Jeśli mogła się zdarzyć, to dlatego, że ciągle jesteśmy za mało cywilizowani.

Zygmunt Bauman zdobywa się na całkowite odwrócenie perspektywy. Jeśli fakty kłócą się z naszą wizją cywilizacji, to należy zakwestionować tę wizję. Krok po kroku, z żelazną logiką dowodzi, że tylko nowoczesna, racjonalna cywilizacja mogła doprowadzić do zjawiska takiego jak Holokaust. Zagłada to ukryta twarz zachodniego świata. Buchenwald jest jego normalnym wytworem, podobnie jak zakłady w Detroit. Socjolog podkreśla, że Zagłada nie była koniecznością cywilizacji, okazała się niemniej jej możliwością. Przy czym instrumentalna racjonalność, biurokratyczne instytucje zakładające prymat skuteczności nad moralnością mocno wzmagały jej prawdopodobieństwo.

Jest to podstawowy wniosek wypływający z pracy Baumana, wszystkie inne są jego pochodną. Z wnioskiem tym wiąże się spostrzeżenie, że Zagłada była zjawiskiem jednocześnie wyjątkowym i zwyczajnym. Nie miejsce tutaj na dokonanie nowej recenzji książki i wyjaśnianie tych pojęć, ciekawych odsyłam do samej pracy. 

Krzysztof Cieślik odczytał tekst Baumana w sposób mocno życzeniowy. Pisząc, że Zagłada była „właściwie dziełem społeczeństwa w kształcie takim, jaki wypływa z Etyki protestanckiej Webera”, daje do zrozumienia, że należy ją zacieśnić do elementu niemieckiego, co stoi w całkowitej sprzeczności z wywodem socjologa. Bardzo życzeniowo odczytany został argument o wykluczeniu antysemityzmu jako przyczyny Zagłady. Bauman – pisze recenzent – „słusznie [!] zauważa że, « uraza i niechęć nie tłumaczą żadnego ludobójstwa »”. Jeśli Zygmunt Bauman zauważa, że „niechęć i uraza nie tłumaczą wystarczająco żadnego ludobójstwa”, to dlatego, że sprzeciwia się traktowaniu Holokaustu jako zjawiska jednoelementowego. Dowodzi, że Zagłada to efekt racjonalnej, technicznej, biurokratycznej cywilizacji, która stworzyła doskonałe narzędzia do realizacji projektu państwa czystego rasowo. Projekt ten zaś wyrósł na gruncie skrajnego antysemityzmu, który przestał być irracjonalną heterofobią, a przybrał formę naukowego rasizmu. Antysemityzm nie był warunkiem wystarczającym Zagłady, był niemniej jej warunkiem koniecznym. Antysemityzmowi i rasizmowi poświęca socjolog dwa obszerne rozdziały. Zawsze miałam wrażenie, że Krzysztof Cieślik czyta książki po przekątnej, okazuje się, że jest znacznie gorzej.

W innym miejscu recenzji czytamy, że „dzięki odczłowieczeniu ofiar jedynym motywem ich działań stało się przeżycie”. Niewątpliwie. Niemniej „dzięki” temu stwierdzeniu recenzent sprowadził subtelny wywód socjologa do banału. Zygmunt Bauman przedstawia chęć przeżycia nie jako zwierzęcy instynkt, lecz jako racjonalną wolę przetrwania. (Jedynym zwierzęcym odruchem, jaki należało w owych czasach przezwyciężyć, była „zwierzęca litość” dla cierpiących). Socjolog systematycznie podkreśla brak zachowań impulsywnych zarówno wśród sprawców zbrodni, jak i ich ofiar. Wykazuje, jak bardzo hitlerowcy dbali o świadomą współpracę Żydów, gdyż w przeciwieństwie do działań spontanicznych tylko taka współpraca była efektywna. Współpraca ofiar z oprawcami stanowiła rezultat racjonalnych wyborów ludzi żyjących w nieludzkich warunkach. W sytuacji, gdy jedyną alternatywą była śmierć własna albo śmierć innych, stworzono sprawnie działający system, który na każdym etapie zmuszał ofiary do racjonalnych zachowań ułatwiających działania oprawców. „W świecie stworzonym przez nazistów – pisze Bauman – rozsądek był wrogiem moralności. Logiczne myślenie wymagało zaakceptowania zbrodni”. W rezultacie socjolog zachęca do filozoficznej refleksji nad istotą rozumu, który z łatwością potrafi przekonać osoby moralne do odrzucenia wszelkich zasad i podejmowania niemoralnych działań.

Można kontynuować tą listę nieścisłości i przeoczeń w recenzji Krzysztofa Cieślika. Wydają się one zresztą logiczne w przypadku kogoś, kto najwyraźniej połyka książki zamiast je czytać. Trudno jednak pogodzić się z arogancją, do jakiej bezrefleksyjne połykanie książek prowadzi. Przy odrobinie złej woli można by tę arogancję obrócić przeciwko recenzentowi i napisać, że pan Cieślik mógłby innym parzyć kawę [1]. Niskie ataki pozbawione argumentów nikomu jednak nie przynoszą chwały.

Uważam, że nie jest za późno, aby recenzent zaczął czytać książki, zdobywając się na wysiłek myślenia. Dlatego sądzę, że powinien raz jeszcze, z uwagą, przeczytać tekst Baumana. Na marginesie dodam, że warto, aby z równą uwagą przeczytał prace Lévi-Straussa, gdyż to, co Bauman analizuje na płaszczyźnie socjologicznej, Lévi-Strauss analizuje na płaszczyźnie filozoficznej i rozszerza perspektywę, ukazując skutki europejskiego rozumowania poza granicami Europy. Warto też, by sięgnął następnie po książki Le Clézio. Nie chodzi bowiem o to, aby Akademia w Sztokholmie się opamiętała i przestawała przyznawać nagrody Nobla „Le Cleziom”. Chodzi o to, aby osoba mianująca się po części krytykiem, po części recenzentem wyzbyła się arogancji i spróbowała zrozumieć, dlaczego szwedzka Akademia nagrodziła Le Clézio i dlaczego Le Clézio w pełni na tę nagrodę zasłużył.

Zofia Kozimor

Zygmunt Bauman, Nowoczesność i Zagłada, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009.


 [1] Parzenie kawy innym pisarzom zalecił pan Cieślik Le Clézio w konkluzji do żenująco bezmyślnej recenzji „Uranii”.

________________________

©Zofia Kozimor

 

   Powrót

Do góry