Powrót                                           

 

 

Andrzej J.R. Wala

O erudycji polskich recenzentów

Kiedy Sienkiewicz opisywał w Quo Vadis? obrządek chrztu, można go było wykpić za zbyt katolicką interpretację ceremonii, albowiem ta, we wczesnym chrześcijaństwie, polegała najprawdopodobniej na zanurzeniu delikwenta wraz z głową w jakiejkolwiek rzeczce czy sadzawce, a raczej nikt w tamtych czasach i w tym celu głowy dziecięciu wodą nie polewał. Tymczasem za tę  półprawdę  nasz znakomity pisarz i tak dostał literackiego Nobla (1905), bo to w jury siedzieli szwedzcy luteranie, co od kilku wieków - a jak katolicy, to od kilkunastu - mizernym zmoczeniem czółka grzech pierworodny zmywali!

Czytam oto z pewnym opóźnieniem, charakterystycznym dla sytuacji Polonusa w Ameryce, recenzję pióra Cezarego Polaka, o książce J.M.G. Le Clezio Raga. Ujrzałem niewidzialny kontynent. Redaktor działu kultury „Dziennika” nadał jej tytuł: „Półprawdy o pieniądzach ze świńskich zębów”. Pobrzmiewa to niemal jak wyrok specjalisty-antropologa, gromiącego jakiegoś mydłka za tworzenie tanich sensacji podróżniczych. Nieładnie, panie Cezary, tak się nie robi! Choć więc redaktor pióro ma dość sprawne, właśnie tu mój podziw dla niego się kończy.

Co, u licha, jest z tymi naszymi narodowopolskimi publicystami? Czy ci ludzie nie są w stanie uwolnić się od pogardy wobec zainteresowań czym innym, niż europejskość? I jeszcze te typowo szowinistyczne, à la XIX-wieczne, powiedzonka, jak np. „dialog z fenomenem Czarnego Lądu”... Przepraszam, jaki to jest w XXI. wieku „fenomen”? Czy dla Afrykanów my również mamy być „fenomenem”? Albo ta wyświechtana „poetyckość” w postaci „Czarnego Lądu”. Że też Afrykanom, Azjatom czy Indianom nigdy nie przyszło do głowy nazwać Europę „Lądem biało-piegowatym”!

Tytuł recenzji sugeruje, że Le Clezio wypisuje półprawdy. Tylko skąd bierze się to podejrzenie, iż autor Ragi kłamie? Sądzę, że wyłącznie z osobistej niechęci redaktora. Bowiem J.M.G. niemal całe swe życie poświęcił poznawaniu tubylczych ludów „trzeciego świata” i jest z ich duchowością i kulturą znacznie głębiej zaznajomiony niż niejeden antropolog kultury. Ale to właśnie wydaje się być naszemu recenzentowi jakąś niezrozumiałą fanaberią, niepoważną, wręcz nieprzystojną. Mało tego – jak powiada nam Cezary Polak – Le Clezio „łaje nie tylko konkwistadorów i handlarzy niewolników, ale także największego badacza Oceanii (...) Bronisława Malinowskiego (...)”.  „No, jak śmie!” – że domyślę się słów jego, niedopisanych.

W miejscu tym zabłysła w pełni erudycja recenzenta. Bronisław Malinowski nie pomylił mu się ani ze znanym biegaczem, ani z peruwiańskim Ernestem bo, w istocie, jest nasz twórca antropologii funkcjonalnej narodową, polską chlubą. Jednakże szkoda, że dla pełni obrazu red. Polak przemilczał niewątpliwą swą wiedzę o prywatnych notatkach Bronisława, z których explicite wynika, iż, prywatnie, Malinowski był typowym rasistą swoich czasów.

Ma za to rację Le Clezio, że – co dopowiem od siebie: wychowany w dulszczyźnianym świecie Galicji i Lodomerii – Malinowski na Triobriandzie „kompensował zapewne własne porażki w życiu uczuciowym”. To i tak dość eufemistycznie i elegancko powiedziane!

Raga nie jest więc żadną „porażką noblisty”. Le Clezio, choć nie pisuje swych książek według kanonów „europejskiej literatury pięknej”, doceniony został przez komitet nagrody, jako wnikliwy obserwator ciągle jeszcze deprecjonowanych kultur i pogardzanych narodów „kolorowych”, że - jako nieliczny wśród Europejczyków - wykazał się prawdziwą empatią, chęcią zrozumienia innych wartości, „dotarcia do ich serca” i wykazania, jak wiele my, zadufani w sobie europocentrycy, zblazowani osiągnięciami technicznymi, możemy nauczyć się od ludów ze „szczebla plemiennego”.

I na koniec jeszcze drobna uwaga: jeśli może być prawdą, iż ludy Melanezji i Polinezji uprawiały „swoiste carpe diem, pogodne życie w obliczu zagłady, zawsze przychodzącej od morza za sprawą tsunami, najazdu białych konkwistadorów i piratów”, to dodanie do tego „lub wrogiego plemienia” jest zupełną fantazją i całkowitym nieporozumieniem! Recenzent winien, sam dla siebie, zauważyć, że przez dziesiątki tysięcy lat ludzie plemienni mogli zajadle walczyć ze sobą, ale nigdy nie wyniszczyli się ze szczętem. Do tego właśnie my byliśmy potrzebni. My, chrześcijańscy i cywilizowani biali.

I to właśnie nazwałbym za Cezarym Polakiem „świńskim fenomenem”.

Andrzej J.R. Wala   (PAES/PATE)

________________________

©Zofia Kozimor

 
   Powrót

Do góry