Powrót                                               

 

 

Bez poznania religii Apaczów i sposobu, w jaki pojmowali świat, nie można zrozumieć motywacji kierujących ich działaniami, ani ich reakcji wobec przeciwności losu. Tym bardziej więc nie można owych działań i reakcji osądzać. Antropologom trudno jednak było dotrzeć do informacji na ten temat. Apacze Chiricahua, którzy mieli bardzo mocne poczucie przynależności kulturowej, zazdrośnie strzegli swej religii i swojego sposobu życia. Walczyli tak długo o zachowanie swej tożsamości, że jeszcze w XX wieku myślano bardziej o tym, jak utrzymać ten lud w niewoli, niż jak ocalić od zapomnienia ich wierzenia i mity. Przez długi zresztą czas w Apaczach widziano dzikie bestie pozbawione wszelkiej duchowości. Edward Curtis pisze, że gdy w 1907 roku wybierał się fotografować Apaczów, a jednocześnie poznać ich zwyczaje i religię, znajomy antropolog z Waszyngtonu zapewnił go, iż jedzie szukać czegoś, co nie istnieje, gdyż "Apacze nie mają religii". O tym, że nie mają religii, mieli mu powiedzieć sami. Jeśli rzeczywiście tak było, to antropolog ów padł ofiarą nieporozumienia, które przytrafiało się białym od wieków. Europejczycy szybko odkryli, że w słownictwie Indian nie ma żadnego słowa na określenie religii, wiary, przez co wyciągnęli wniosek, iż ludy te religii nie posiadają. Nie pomyśleli o tym, co podkreślali filozofowie, że aby mogło powstać pojęcie abstrakcyjne, musi istnieć jego przeciwieństwo. Gdyby nie było niesprawiedliwości, notuje Heraklit, nie znalibyśmy słowa sprawiedliwość; gdyby nie istniały choroby, nie znalibyśmy pojęcia zdrowie; a nawet, o czym pięknie mówi Jan Kochanowski, znając to abstrakcyjne słowo, nie rozumiemy jego znaczenia dopóty, dopóki nie poznamy na własnej skórze jego przeciwieństwa. Pojęcie religia powstało w naszym kręgu kulturowym w okresie, gdy zaczęło się gwałtownie rozwijać świeckie nastawienie do świata. Takiego nastawienia Indianie nie znali, nie potrzebowali więc słowa na określenie postawy przeciwnej[1]. Ponieważ nie rozróżniali sacrum i profanum, wszystko w ich świecie nabierało charakteru religijnego.

Edward S. Curtis, Przed burzą

Podczas swego pobytu wśród Apaczów Curtis tę właśnie prawdę odkrył, poznał lud opętany przez bogów. "Mężczyźni myli się i kąpali w strumieniach, aby ich ciało nie obrażało bogów. Rano każdy szukał samotności, by gorącymi modlitwami powitać wschód słońca. Sekretnie odwiedzano ołtarze, zanoszono prośby do bogów". Curtisowi wolno było obserwować modlitwy Indian, dopóki nie zadawał żadnych pytań. Na jego bezpośrednie pytania dotyczące religijnych praktyk, Apacze nie tylko zamknęli się i milczeli jak sfinksy, ale zaczęli unikać wszelkich z nim kontaktów. Dla Apaczów rozmowa o wierzeniach należała do domeny tabu, którego złamanie oznaczało pewną i szybką śmierć.

Dogłębnych badań nad religią Apaczów dokonał dopiero Morris Opler w latach 1931 – 1937, przebywając w rezerwatach z Apaczami Chiricahua, Mescalero, Lipan i Jicarilla. W oparciu o mity i legendy, jakie zebrał, można dziś odtworzyć religię ludu Nde, oraz sposób, w jaki pojmował on świat.

W religii Apaczów największą siłą duchową jest Usen, ale to dopiero chrześcijanie próbowali dostrzec w nim odpowiednika Stwórcy. Podstawą religii Apaczów jest animizm. Dla Apaczów Usen, to duchowa energia obecna we wszechświecie, moc istniejąca pod wszelką postacią i wypełniająca wszystko. Siła ta nie jest dobra ani zła, jest potężna i wszechobecna. Apacze wierzyli, że "był czas, gdy istniała tylko ta duchowa energia. Moc i nicość. Od zawsze. Moc ścierała się z mocą, szalała burza". W mitologii Apaczów nie ma jasnego mitu o stworzeniu świata. Sam akt stworzenia nie jest dla nich ważny, tak jak nieważne jest, kto tego dokonał. Ważny jest natomiast ciągle dokonujący się proces tworzenia. Apacze uważali, że świat ulega ciągłym zmianom, poddany jest nieustannej walce sił, które się ścierają, walczą ze sobą, jednoczą się. Przejawia się to we wschodach i zachodach słońca, narodzinach i śmierci, płynących po niebie chmurach, w błyskawicach i piorunach, w rozkwitających i więdnących kwiatach. Ta potężna moc przenikająca świat, to Usen[2].

Wschody i zachody słońca w południowej Arizonie to zjawisko zapierające oddech.

Zachód słońca nad górami Huachuca w hrabstwie Cochise.

Duchowa moc obecna w kosmosie, w skałach, w zwierzętach, w ptakach, oddziałuje bez przerwy na życie ludzi. Sukcesy i niepowodzenia człowieka są rezultatem jej działania, tak jak niewytłumaczalne lęki, które go nawiedzają. Katechizmem Apaczów było opanowanie i rozumne wykorzystanie tej mocy, gdyż tylko to mogło im zapewnić życie spokojne, a przynajmniej znośne. Umiejętnie wykorzystywana moc pomagała człowiekowi, była siłą przyjazną i opiekuńczą. Źle wykorzystywana stawała się synonimem zniszczenia i śmierci. Od rana do nocy, od urodzenia do śmierci, czynnościom Apaczów towarzyszyły obrzędy i modlitwy, których celem było zapewnienie sobie i całej grupie przychylności sił wypełniających świat. Równolegle do tych ceremonii i modlitw, istniało wiele zakazów, których Indianie musieli przestrzegać. W określonych okolicznościach, Apacze unikali pewnych czynności, gestów i słów, aby nie wzbudzić gniewu tajemnych sił i nie zostać przez nie zniszczonym. Zakazy te etnologowie nazwali tabu. Osoba, która naruszała tabu, traciła posiadaną moc, stawała się bezbronna wobec mocy dużo od siebie silniejszej. Indianie nie rozumieli pojęcia grzechu tak, jak rozumieją je chrześcijanie. Nieprzestrzeganie zakazów nie wywoływało wyrzutów sumienia, ale strach przed rychłą chorobą lub śmiercią. Na nic też nie zdawała się skrucha. Rozgniewane siły nie znały litości ani miłosierdzia. Winny złamania zakazu musiał zostać ukarany. Karę tę Apacze przyjmowali z fatalizmem i bez słowa skargi. Nie oczekując litości dla siebie, sami rzadko ją okazywali. Jedna z ich legend opowiada, jak mała dziewczynka, pomimo wyraźnego zakazu, podejrzała ceremonię nakładania masek przez tancerzy Gan i podczas tańców wymieniła imię jednego z nich. Wywołała tym gniew Duchów Gór. Pomimo usiłowań szamana, aby ją uratować, została przez Duchy znaleziona i zabita. Duchy Gór, podobnie jak Usen, mogły być przyjazne i dobroczynne, a jednocześnie okazać się złowrogie i groźne.[3]

Burza nad górami Dragoon

Apacze wierzyli, że człowiek został wyposażony w niewielką moc, niewystarczającą, by przeżyć w zagrażającym świecie. Byli przekonani o konieczności poszukiwania dodatkowych sił. "Jest tyle przeciwieństw dokoła, – mówili – że człowiek pozbawiony mocy nie jest w stanie działać". "Moc istniejąca w świecie wywiera w każdej chwili wielką presję na człowieka. Jeśli nie można nad nią zapanować, jest się zgubionym. Nie można żyć bez mocy". Wysiłki Chiricahuów, aby zapewnić sobie moc (diyin), zaskakiwały innych Indian, którzy uważali że wszyscy Apacze, a w szczególności Chiricahuowie, są czarownikami. U Apaczów moc nie była domeną szamanów, mógł ją zdobyć każdy, bez względu na płeć i wiek. Podczas ceremonii dojrzewania, kobiety miały przywilej kontaktowania się z mocą szczególnie potężną. Apacze uważali, że posiadały przez to wyjątkowy dar przejmowania mocy. Czasami (w okresie miesiączki, ciąży, karmienia) ich moc zagrażała mocy mężczyzny, wtedy mężczyznom nie wolno było zbliżać się do kobiet.

Kwiaty mimozy

Istniały dwa sposoby, aby zapewnić sobie moc. Gorszy polegał na wychodzeniu jej naprzeciw. Można było wywołać ją przy pomocy szamana i specjalnych ceremonii. Moc pozwalała sobą manipulować. Ale lepiej było, gdy sama wybierała beneficjanta. Manifestowała się wtedy pod postacią głosu, wizji lub znaku. Splot wydarzeń prowadził daną osobę do świętego miejsca, gdzie objawione jej zostawały wskazówki dotyczące odpowiednich ceremonii. Zdobycie mocy wiązało się jednak z ryzykiem. Niektórzy obawiali się kontaktu z mocą zbyt wielką, gdyż ta mogła człowieka zniszczyć. Próby i ceremonie związane z przyjęciem mocy były fizycznie wyczerpujące i przez to niebezpieczne. Istniała też obawa, że moc będzie wymagać zbyt dużo od wybrańca, a nawet, że obróci się przeciw niemu. Tego typu obawy zniechęcały niektórych do jej przyjęcia. Ale na ogół Apacze uważali, że moc przyczyniała się do duchowego rozwoju jednostki. Sądzili, że rozum i dusza mogą się doskonalić tylko wtedy, gdy obdarzony mocą człowiek odważnie pokonuje życiowe przeszkody. Dla Apaczów życie stanowiło szlachetną grę z wszechobecną mocą. Oddawali się jej z pasją, ale w pokorze.

Zadaniem mocy było sprzyjanie sojusznikom i unicestwianie wrogów. Do jej dobroczynnych czynności należało zapobieganie chorobom i uzdrawianie chorych, zapewnienie płodności i długiego życia, gwarantowanie sukcesów na wojnie i podczas polowań, pomaganie w odnalezieniu zgubionych przedmiotów, przewidywanie przyszłości, panowanie nad czasem i żywiołami, a także nad siłami miłości.

Wielką mocą obdarzony był Cochise. Jego moc przejawiała się w łatwości, z jaką polował, w niezwykłym wpływie, jaki wywierał na Indian i na białych, w sukcesach odnoszonych na wojnie. Doznana przez niego wizja musiała go przekonać o odporności na kule wroga, inaczej trudno byłoby pojąć brawurę z jaką wystawiał się na strzały. Apacze niezachwianie wierzyli, że Cochise’a nie można pokonać i tym chętniej do niego dołączali. Geronimo też posiadał wielką moc, która chroniła go w walce, pozwalała przewidywać przyszłość i odgadywać zdarzenia dziejące się daleko. On również został zapewniony, że nie zginie od kuli wroga. Dużą moc miał Taza, starszy syn Cochise’a, i to dzięki niej sprawował władzę, pomimo młodego wieku. Natomiast żadnej mocy nie posiadał Naiche, co stanowiło wielką ułomność.

Wiele ceremonii zbiorowych miało na celu przywołanie mocy dla całego plemienia. Podczas rytuałów uzdrawiających i tańców wojennych, modlitwy indywidualne zbiegały się ze zbiorowymi dla dobra wszystkich. Najważniejsze pod tym względem były dwa obrzędy Apaczów, ceremonia dojrzewania dla dziewcząt i rytuały związane z przejściem w wiek męski dla chłopców. Aby jednak zrozumieć te ceremonie należy zapoznać się z najważniejszymi mitami i bóstwami Apaczów. 


[1] W świetle tych rozważań, brak pewnych słów w  języku Indian dużo nam mówi o ich więzi społecznej. Zwrócił na to uwagę Wilf Pelletier w swym cudownym, sarkastycznym tekście "Ci durni Indianie". Mówiąc o "konieczności" uczenia się języka angielskiego, stwierdza: "Gdybyśmy próbowali się uczyć we własnym języku, to zabrakłoby nam słów. Tak jest, nie mamy właściwego słownictwa. Na przykład, słowo równość ... nie mieliśmy takiego słowa. Albo współczucie. Takiego słowa też nie mieliśmy. Właściwie nie było wśród nas biedoty ... ale nie wiedzieliśmy, że jesteśmy bogaci. [...] Kolejny problem to religia. Moi ludzie byli tak ciemni, że [...] nie mieli nawet takiego słowa". (Wilf Pelletier, Ci durni Indianie, Tawacin nr 24, zima 1993, patrz też www.indianie.eco.pl, Poczytać warto, Rozmaitości).

[2] Indianie Równin nazywali ją Wakan, Algonkini Manitu, Irokezi Orenda, a etnolodzy nadali jej ogólną nazwę Mana.

[3] Apacze do dziś nie zwracają się do tancerzy po imieniu.

 

Bibliografia:

1. Morris Edward Opler, An Apache Life-Way: The Economic, Social and Religious Institutions of the Chiricahua Indians, University of Nebraska Press, 1996

2. Donald C. Cole, Les Apaches Chiricahuas, De la guerre à la réserve, Ed. du Rocher, 1993 (The Chiricahua Apaches, 1847-1876 – from War to Reservation, University of New Mexico Press, 1988)

3. Serge Bramly, Terre sacrée, Albin Michel, Paris, 1992

4. Edward S. Curtis, L'Amérique indienne, tekst Florence Curtis i Victor Boesen, Albin Michel, Paris, 1992

________________________

©Zofia Kozimor

 
   Powrót

Do góry