Powrót                                       

 

 

Jean-Marie Gustave Le Clézio

_____________________________

 

"Jestem Indianinem. Nie wiedziałem o tym, dopóki nie spotkałem Indian. Teraz wiem. Nie jestem może bardzo dobrym Indianinem. Nie umiem uprawiać kukurydzy, nie potrafiłbym wydłubać pirogi. Peyotl nie ma na mnie wielkiego oddziaływania. Ale jeśli chodzi o całą resztę, o sposób chodzenia i mówienia, okazywania miłości i odczuwania strachu, to mogę powiedzieć, że kiedy zetknąłem się z indiańskimi ludami, ja, który nie myślałem, że mam jakąś rodzinę, poczułem nagle, że posiadam tysiące ojców, braci i żon”.

            J.M. G. Le Clézio                                                                             

______________________________________

J.M.G. Le Clézio urodził się w 1940 roku w Nicei, w rodzinie o korzeniach bretońskich i brytyjskich. Jego dzieciństwo, naznaczone podróżami między ojcem Anglikiem i matką Francuzką, miedzy Francją, Marokiem, Anglią i wyspą Mauritius na Oceanie Indyjskim, zaszczepiło w nim pociąg do włóczęgi.

W wieku 30 lat Le Clézio odkrywa świat, który go trwale naznaczy i stanie się zaczątkiem wielkiej przemiany: w latach od 1970 do 1974, po kilka miesięcy w roku, dzieli życie Indian Embera i Waunana w sercu dżungli panamskiej.

"To doświadczenie zmieniło całe moje życie - powie - moje wyobrażenia o świecie, o sztuce, mój sposób bycia z innymi, sposób, w jaki chodzę, kocham i śpię, aż po moje sny. Od momentu, kiedy dotknąłem tego świata, przestałem być cerebralny, intelektualny. Ta wielka zmiana, to nie mózgowe podejście do rzeczy karmiły później wszystkie moje książki".

Nie negując, iż gwałt istnieje również wśród tych ludzi, Le Clézio nie ukrywa swego podziwu dla ich "stosunku do ziemi, na której żyją, a który wypływa z dokładnej oceny własnych ograniczeń". Spotkanie z indiańskim światem mocno ukierunkowało jego pisarstwo; w swych tekstach Le Clézio przedstawia tradycyjne społeczeństwa Afryki i Ameryki, opisuje życie "ostatnich wolnych ludzi", a także człowieka w poszukiwaniu siebie. Specjalny numer Magazine littéraire z 1998 roku tak o nim mówi:

"Jean-Marie Le Clézio jest pisarzem jeśli nie enigmatycznym to przynajmniej świadomie sekretnym. Zadeklarowany badacz, bardziej nomada niż podróżnik, oczarowany pustynią, od której oczekuje czegoś ludzkiego, i Indianami, od których możemy się uczyć, jest jednym z nielicznych pisarzy współczesnych umiejących podejść do mitów od strony materialnej, fizycznej. Od czasu, kiedy poznał Emberów, poszukuje harmonii między pierwiastkiem intelektualnym i fizycznym, trzeciej równowagi filozoficznej. Jego literatura, wsłuchana w wyciszone głosy, nie jest literaturą ucieczki, ale poszukiwania; szuka ukrytego skarbu, który uważny czytelnik w końcu odnajduje: domów bez ścian, kolistego czasu, zagubionego szczęścia. Ale nie dajmy się zwieść pozorom: Le Clézio nie jest marzycielem, jest pisarzem, który oskarża, walczy i prowokuje".[1]

***

Przerwana myśl indiańskiej Ameryki

Meksykański sen albo przerwana myśl indiańskiej Ameryki to zbiór esejów, które Le Clézio poświęcił prekolumbijskiemu i współczesnemu Meksykowi. Eseje te stanowią nawias w jego twórczości powieściowej, a jednocześnie klucz do zrozumienia jego pisarstwa.

W zbiorze tym Le Clézio opisuje "jeden z najstraszniejszych epizodów w historii świata": podbój amerykańskiego kontynentu zakończony zniszczeniem cywilizacji Indian, ich kultury i wierzeń, ich sztuki i wiedzy. Autor kładzie nacisk na przepaść dzielącą dwa światy w momencie podboju: na rozziew między racjonalistyczną, żądną złota i potęgi Europą, która przyswoiła sobie myśl Machiavellego, a głęboko religijnymi cywilizacjami Meksyku, w których wszystko podporządkowane było rytuałom, symbolom i magii. Jasno widzi po czyjej stronie leżało piękno i prawdziwa wielkość. I dlaczego wynik starcia nie mógł być inny.

Meksykański sen to również hołd złożony koczowniczym plemionom Ameryki Północnej. To próba zrozumienia fascynacji, jaką wzbudzają w nas "barbarzyńcy", Apacze, Siuksowie, Komancze, oraz ich mistyczni wojownicy, wielcy i tragiczni, prowadzący rozpaczliwą walkę z najeźdźcą, bez nadziei na zwycięstwo.

Eseje te pozwalają dostrzec spójność jego dzieła.  Jednym z podstawowych nurtów tematycznych w tekstach Le Clézio jest oskarżenie współczesnego Zachodu dążącego do dominacji nad innymi, zamkniętego w sztuczności, pędzącego w kierunku nieuchronnej katastrofy. Meksykański sen - zauważa María Caamaño Piñeiro - sygnalizuje przyczyny rozbicia, które pozwoliło Europie rozpocząć erę oszalałego działania, oddalając człowieka od świata i innych. Zwracając się jednostronnie ku przyszłości, Europa zaniedbała przeszłość, zapomniała o swych korzeniach, które osadzają człowieka w świecie. Tradycyjne kultury, zapomniane obrzędy stanowią dla Le Clézio zagubioną twarz Europy.[2]

Przypominając kultury Azteków, Tarasków, Indian Ameryki Północnej, Le Clézio próbuje odnaleźć przeszłość należącą do całego rodzaju ludzkiego. Nękany wyostrzoną świadomością stopniowej utraty sensu, pisarz pragnie zawrócić z drogi, wyjść ze ślepych uliczek, dojść do początków, do źródeł. Spotkanie z indiańskim światem – mówi – nie jest dzisiaj chimerą, ani luksusem. Stało się koniecznością dla każdego, kto chce zrozumieć świat współczesny, zrozumieć to jeszcze nic, ale starać się dojść do końca ciemnych korytarzy, spróbować otworzyć kilka drzwi, spróbować przeżyć.[3]

Opisywanie zagrożonych, czy unicestwionych kultur jest dla Le Clézio swoistym ceremoniałem, aby powstrzymać potop. Meksykańskie eseje przybliżają współczesnemu czytelnikowi mity i rytuały, wierzenia i ceremonie tubylczych społeczeństw Mezoameryki. Pisarz analizuje ich głębokie znaczenie, ujawnia bogactwo sensu, a przez zestawienie ich z naszym światem, obnaża jego pustkę. Odsłaniając swój sens, złożone ceremonie Azteków stają się zrozumiałe, a tym samym modulują nasz do nich stosunek. Z obserwatora muzealnych pamiątek stajemy się uczestnikami żywego, autentycznego świata. Ta zmiana możliwa jest nie tylko dzięki sugestywnym opisom Le Clézio; wypływa z jego fascynacji opisywanym światem, z utożsamiania się z nim. Dzięki temu jego książka przestaje być suchym sprawozdaniem, uczonym wyliczaniem faktów i obrzędów, do jakich przyzwyczaiły nas etnograficzne opisy, a staje się podróżą w czasie, do źródeł tajemnicy.

Książkę zamyka pytanie, które współczesna cywilizacja czyni coraz bardziej naglącym:

"Rdzenne kultury Meksyku, i ogólnie kontynentu amerykańskiego, stawiają przed nami pytanie: w jaki sposób te cywilizacje i te religie mogłyby się rozwinąć? Jaka filozofia wykształciłaby się w Nowym Świecie, gdyby w czasie podboju nie doszło do zniszczenia? Jakiego bogactwa europejscy zdobywcy pozbawili nas niszcząc te kultury, niwecząc tak całkowicie tożsamość tych ludów? Gdyż jeśli chodzi o nas, należy mówić właśnie o pozbawieniu, o braku, o wygnaniu. Hiszpańscy, portugalscy, a później francuscy i anglosascy zwycięzcy, którzy ujarzmili ogrom amerykańskiego kontynentu, odpowiedzialni są nie tylko za zniszczenie wiary, sztuki i moralnych cnót podbitych ludów. Pośrednio, o czym nie zdawali sobie sprawy, spowodowali głęboką przemianę w naszej własnej kulturze. Począwszy od nich materialistyczna i oportunistyczna cywilizacja rozlała się na cały świat i stopniowo zastąpiła wszystkie inne filozofie.

Szeroko rozwodzono się nad nierównością kultur w momencie, gdy na ziemi Nowego Świata starły się ludy z epoki neolitu i opancerzeni, zbrojni w działa żołnierze Renesansu. Jeśli prawdą jest, że zderzenie kultur było przede wszystkim zderzeniem technik, to trzeba przypomnieć te wszystkie dziedziny, w których rdzenne cywilizacje Ameryki, a w szczególności Meksyku, wyprzedzały Europę: medycynę, astronomię, irygacje, urbanistykę. Ale nade wszystko przypomnieć należy aspekt, nieznany wówczas w Europie, a mający dzisiaj dla nas wartość pierwszorzędną, mianowicie harmonię między człowiekiem i światem, równowagę między ciałem i duchem, związek jednostki ze zbiorowością, które stanowiły podstawę większości indiańskich społeczeństw — od wysoce zhierarchizowanego społeczeństwa Anahuacu i Michoacanu po na półkoczownicze społeczeństwa pustynnych ziem [Ameryki Północnej].

To prawdopodobnie w sztuce i religii indiańskie cywilizacje Ameryki przyniosły największe innowacje. Meksykanie byli w przededniu rozwinięcia systemu filozoficznego, który mógłby rozwiązać wiele sprzeczności starego świata. Trans i objawienie zapewniały harmonię między światem rzeczywistym i nadprzyrodzonym. Koncepcja czasu cyklicznego, idea stworzenia świata opartego na katastrofie mogłyby być punktem wyjścia dla nowej myśli naukowej i humanistycznej. W końcu szacunek dla sił natury, poszukiwanie równowagi między człowiekiem i przyrodą mogłyby stać się koniecznym hamulcem dla postępu technicznego zachodniego świata. Dopiero dzisiaj zdajemy sobie sprawę, jak wiele ta równowaga znaczyłaby w medycynie i psychologii. Indiański spadek szamanizmu, gdyby nie był zwalczony przez tępicieli czarów, mógłby wprowadzić marzenie i ekstazę do życia codziennego i pozwolić na owej równowagi osiągnięcie. [...]

Nie bez powodu współczesna cywilizacja nawiązuje do religijnych i filozoficznych wątków amerykańskich Indian. Znalazłszy się w pozycji nierównowagi, złapany w pułapkę własnej brutalności, człowiek Zachodu musi na nowo wymyślać to, co stanowiło piękno i harmonię cywilizacji, które zniszczył. 

Niemożliwością jest nie dostrzec dzisiaj ich życia, ich spojrzenia w głębi nas samych, jakby wszystko mogło się teraz rozpocząć na nowo".[4]

 

________________________

[1] Magazine littéraire nr 362, luty 1998

[2] María Ángeles Caamaño Piñeiro, "Les fêtes amérindiennes dans l'écriture de Le Clézio" in Ecrire, traduire et représenter la fête, Universitat de València, 2001

[3] J.M.G. Le Clézio, Hai, Skira, Paris, 1971

[4] J.M.G. Le Clézio, Le Rêve mexicain ou la pensée interrompue, Gallimard, Paris, 1993

________________________

©Zofia Kozimor

 
   Powrót

Do góry