Powrót                                               

 

 

Indianie nas fascynują. Poruszają naszą wyobraźnię w sposób wyjątkowy. Dlaczego? Czyżbyśmy, omamieni przez technikę i postęp, otoczeni dziesiątkami niepotrzebnych przedmiotów, oderwani od skażonej natury, przekonani, iż wyznacznikiem wartości człowieka są pieniądze i sława, poczuli się nagle wyobcowani i nieszczęśliwi? A przecież do szczęścia nie brakuje nam tzw. zdobyczy cywilizacji, tej samej, w imię której zniszczony został świat Indian.

Według pojęć białych był to świat prymitywny. Półnadzy, niepiśmienni, żyjący blisko natury Indianie tak bardzo nie przystawali do naszego wyobrażenia o człowieku, który dzięki rozumowi powinien stać się zdobywcą, o świecie, nad którym należy zapanować, i o kulturze utożsamianej z bogactwem, że odmówiliśmy im prawa do istnienia.

Mało kto próbował wejrzeć w naturę więzi łączących Indian ze światem, w ich sposób rozumienia rzeczywistości, w ich styl życia nie do podrobienia. Dopiero później, kiedy było już za późno, zaczęto dostrzegać duchowy wymiar świata tych ludów, magię ich obrzędów, rytualny charakter ich działań. Zaczęły zadziwiać więzi społeczne oparte na solidarności, traktowanie natury z pokorą, równowaga wypływająca z harmonijnego współżycia z ludźmi i z przyrodą.

A może biali rozumieli to od razu? Może wyczuwali, że świat Indian to świat wolności i światła, na które nie ma miejsca tam, gdzie króluje pieniądz i liczy się sukces? Czy nienawiść, jaką żywili do dzikich czerwonoskórych, nie była potęgowana przez skrytą fascynację i utajone pragnienie? Problem w tym, że pomimo tęsknoty za wolnością, człowiek cywilizowany niczego mniej nie toleruje niż człowieka wolnego od struktur, jakie sam sobie narzucił. Osiadły, przywiązany do własności, boi się ludzi żyjących "bez pracy", zadawalających się  niewielkim dobytkiem i mieszkających tam, gdzie stanie ich stopa. Są oni zbyt wielkim zagrożeniem dla wszystkich iluzji, jakie sobie stworzył w ramach materialistycznej cywilizacji. 

 To właśnie cywilizacja była oficjalnym hasłem, w imię którego niszczono świat Indian. Stała się pretekstem uspokajającym sumienia moralistów i maską przykrywającą brutalny podbój i interesy ekonomiczne. W jakie barbarzyństwo zabrnęli cywilizowani ludzie, jeśli uważali, że można uszczęśliwić inne narody zniewalając je, zabierając im to, co było dla nich najcenniejsze, ich własną kulturę, zmuszając je do przyjęcia zwyczajów i instytucji wyrosłych w innej tradycji, narzucając im sposób życia i myślenia, które nie tylko były im obce, ale ich przerażały!

  Indianom zabrano ziemie, narzucono europejskie ubrania i obcięto włosy, ale nie uczyniono z nich białych. Zniszczono ich tradycje, wyzuto z kultury, zdezintegrowano ich indiańską naturę, ale nie uczyniono z nich białych. Dzisiaj Apacze, Siuksowie, Szaunisi mówi po angielsku, ubierają się jak biali, ale z uporem zachowują swą tożsamość Apaczów, Siuksów i Szaunisów wobec białej większości. I nie chodzi tu o konflikt ras, ale o konflikt dwóch różnych wizji świata, z których ta nasza wydaje się nie do przyjęcia.

Tymczasem, mówi Serge Bramly w swojej pięknej książce Święta ziemia Indian, «tysiące białych dołączało do Indian i z powodzeniem stawało się Indianami. Wielu białych, wziętych przez Indian do niewoli, odrzucało możliwość wykupienia. Uciekając, murzyńscy niewolnicy szukali schronienia wśród indiańskich plemion. Angielki wychodziły za Indian, biali osadnicy brali za żony tubylcze kobiety i wszyscy "z entuzjazmem zamieniali spodnie na biodrowe przepaski". Do tego stopnia, iż rząd ustanowił surowe kary dla tych, którzy decydowali się "żyć wśród dzikich". W 1782 roku Michel Guillaume Jean de Crèvecœur napisał: "To nie musi być takie złe, jak to sobie na ogół wyobrażamy. W więzi społecznej Indian musi być coś szczególnie pociągającego, coś, co przerasta wszystkie nasze w tym względzie pochwały. Bo oto tysiące Europejczyków zostało Indianami, a nie mamy ani jednego przykładu na to, by któryś z tubylców zechciał dobrowolnie zostać Europejczykiem". (Listy amerykańskiego farmera, 1782).»

________________________

©Zofia Kozimor

 
   Powrót

Do góry