Powrót                                        

 

 

 André Kozimor

Taniec wschodzącego słońca - impresja

                                                                                                                            © André Kozimor

 

« Taniec wschodzącego słońca, święta ceremonia Apaczów odprawiana na cześć dziewczyny stającej się kobietą, rytuał przejścia w wiek dojrzałości. Przygotowywana przez długie miesiące, ceremonia trwa cztery dni, podczas których uczestnicy tańczą, śpiewają, łączą się w duchowej unii ze wschodzącym słońcem, zapominają o kruchych śladach cywilizacji, by odnaleźć ślady niepamiętnych czasów.

Po skończonej ceremonii Apacze czują się silniejsi duchowo. Gdy pojawi się na niej biały, nigdy nie odmawiają mu uczestnictwa, przyjmują go, niczego mu nie narzucając. Wystarczy, że będzie sobą. Jeśli jest przygodnym turystą, nie zabawi długo. Jeśli przybył wiedziony atawistyczną siłą, nie musi niczego tłumaczyć, nikt zresztą na tłumaczenie nie czeka. Wystarczy, że będzie sobą, zwyczajnie, bez żadnej nachalności. Spojrzenia nie zatrzymują się na nim, odczuwa nawet pewną obojętność. A potem mijają godziny, tańce, kurz, pieśni, zaproszenie do rozbicia namiotu obok ich namiotów, do podzielenia się ich posiłkiem, mijają dni, noce, szybko, za szybko, pomimo zmęczenia, które nie jest zmęczeniem. Jest obserwowany, choć nic o tym nie wie, nie przypuszcza nawet, nie czuje najmniejszego badawczego spojrzenia. A pod koniec czterech dni dziwi się, że tak dobrze go znają, że wszystko o nim wiedzą, nie okłamał ich, mówią mu to bez słów, ich gesty, ich uśmiechy są odwieczne. Chce podziękować im za zaszczyt, jaki mu uczynili, ale to oni dziękują za to, że przybył do nich z tak daleka, że spędził z nimi tyle czasu. Honor, jaki ich spotkał, będzie towarzyszył dziewczynie przez całe życie, są mu za to wdzięczni i wie, że nie kłamią.

Po skończonej ceremonii czuje, że będzie mu ich brak, już mu ich brak. Jest nieco oszołomiony wirem wydarzeń, tak dla niego nowych, a tak często widzianych w marzeniach. I podobnie jak Apacze czuje się silniejszy. Nawet jeśli po opuszczeniu ich kontynentu nie śmie mówić o tym zbyt otwarcie z obawy, że odpowiedzą mu uśmiechy pobłażania. »

Przekład: Z. K.

Źródło: http://andre.kozimor.pagesperso-orange.fr/photos_indiens.html

________________________

©Zofia Kozimor

 

   Powrót

Do góry