Powrót

 

 

Thelma & Louise

 

„Thelma & Louise”, hymn o kobietach, hymn o wolności. Na początku – dwie trochę postrzelone dziewczyny pogrążone w powszedniości, skrępowane związkami, w których trwają bezwolnie, tchórzliwie, z przyzwyczajenia. Nierutynowy weekend zmienia wszystko, wyrywa je z dotychczasowych układów i rzuca na drogę. Jedna nierozwaga nie uchroni ich od innych, jeden impulsywny strzał wywoła następne. Wyrzucone wbrew sobie z utartych kolein, budzą się, otwierają stopniowo oczy, zaczynają czuć i rozumieć. Rzucają wyostrzone spojrzenie na własne życie i własną kondycję. Przede wszystkim jednak odkrywają otchłań wolności. Tej, do której świadomie czy nieświadomie tęsknimy wszyscy, nie próbując, nie mając siły ani woli się do niej zbliżyć. Wyrzucone na margines dziewczyny, odkrywają wolność od więzów i nakazów społecznych, wolność od praw i zasad narzuconych w imię porządku i bezpieczeństwa. Wolność całkowitą, krótkotrwałą, która wyostrza percepcję i daje poczucie szczęścia. Podobną egzaltację i podobne szczęście odczuwał Andrzej Bobkowski podczas podróży rowerowej na południu Francji w pierwszych miesiącach wojny, gdy legły w gruzach dotychczasowe struktury społeczne, niwecząc jutro, ograniczając życie do tu i teraz. W przypadku Thelmy i Louise struktury społeczne nie legły w gruzach. Odrzucone, nie przestają mobilizować się do kontrataku. Wobec zagrożenia, wobec natrętnego widma niewiadomego końca, uroda, intensywność życia i świata ukazują się dziewczynom w całej jaskrawości. Thelma i Louise odczuwają je i chłoną w tempie przyspieszonym, z niedozwoloną prędkością 170 km na godzinę, za którą przyjdzie zapłacić. Daleko w tyle pozostają ci, którzy przypisali sobie prawo do dominacji: władczy mąż, prowincjonalny podrywacz, nadęty, tchórzliwy policjant, seksualny maniak w ciężarówce. W tyle pozostaje, z konieczności, nieznajoma kobieta przesyłająca nieśmiały uśmiech zrozumienia..., solidarności... zza zakurzonej szyby kafejki zagubionej wśród pustyni.

Absolutna wolność ociera się o śmierć. Czuje to zarówno Louise, jak i Thelma. Siły porządku i bezpieczeństwa, mężne i męskie, o spokojnych twarzach tych, którzy narzucają i egzekwują prawa, uzbrojone w falliczne strzelby gotowe do kolejnego gwałtu i szczytowego aktu dominacji, osaczyły je i odcięły możliwość ucieczki. Niezupełnie. Egzekwujący prawa nie docenili przejmującej urody Wielkiego Kanionu i przejmującej urody wolności. Nigdy Thelma i Louise nie były tak piękne jak w chwili, gdy, potargane i zakurzone, podejmują decyzję ucieczki absolutnej, gdy wymykają się stróżom społecznego więzienia i pędzą, przyciskając gaz do deski, ku stojącej przed nimi otworem, nieludzko pięknej przepaści. Zachwyt, fascynacja Ridleya Scotta zatrzymały ich samochód w locie i kazały tej chwili trwać wiecznie.

Po genialnym „Alienie” Ridley Scott pokazał raz jeszcze, że niezwykle plastyczny film o urzekającej muzyce może być jednocześnie subtelną powiastką filozoficzną.

Film „Thelma & Louise” nakręcony był w majestatycznych plenerach parku narodowego Canyonlands.

_____________

©Zofia Kozimor

 

 

Powrót

Do góry