Powrót                                           

 

 

Okres meksykański obejmuje w historii Apaczów trzy dziesięciolecia dziewiętnastego wieku, od roku 1821 do połowy lat pięćdziesiątych, czyli od uzyskania przez Meksyk niepodległości w wojnie z Hiszpanami do utraty północnych terenów Sonory i Chihuahuy na rzecz Stanów Zjednoczonych. Te burzliwe lata, naznaczone wojnami o ziemię i władzę między białymi kolonizatorami, były dla Indian okresem wzmożonej walki o przetrwanie.

Tymczasem ostatnie dziesięciolecia rządów hiszpańskich, choć nie pozbawione napięć, przyniosły Apaczom względny spokój. Po wielu latach wojen widząc, iż polityka eksterminacji wobec ludu wojowników jest zbyt kosztowna i nie przynosi oczekiwanych rezultatów, Hiszpanie postanowili zmienić taktykę. Uprzywilejowali politykę "zniszczenia przez pokój". Od 1785 roku zalecano Apaczom rozbijanie obozów w tzw. "osiedlach pokoju" wokół fortów (presidio) Janos, Fronteras, Santa Rita del Cobre. Indianom przydzielano racje żywnościowe, alkohol pod dostatkiem i przestarzałą broń. Miało to doprowadzić do demoralizacji, zniszczenia ich tkanki społecznej, porzucenia przez wojowników broni tradycyjnej i uzależnienia wszystkich od hiszpańskich dostaw. Według ocen historyków, ponad połowa Apaczów zetknęła się z tymi osiedlami. Jednak bardzo szybko okazało się, że i ta polityka jest niesłychanie kosztowna, a o tym, że nie przyniosła żadnych rezultatów mieli na własnej skórze przekonać się już nie Hiszpanie lecz Meksykanie. Po przejęciu władzy w wyniku wygranej wojny o niepodległość, wobec świecących pustkami kas państwa Meksykanie nie byli w stanie dotrzymać obietnic danych Apaczom przez Hiszpanów. Indianie nie tylko szybko powrócili do dawnego sposobu życia, nie tylko pokazali, że ich tkanka społeczna pozostała nietknięta, co wymownie świadczyło o jej jakości, ale stanowili teraz fantastyczną siłę. Obeznani z bronią palną i taktykami wojennymi Hiszpanów, dobrze uzbrojeni, znający hiszpański, umiejący – bywało - czytać i pisać, silni byli w dodatku cnotami społeczności wojowników, które oparły się polityce rozmiękczania przez dostatek. Wiele lat później Cochise, którego dzieciństwo przypadło na czas hiszpańskiego pokoju, a lata dikohe[1] na pierwsze walki z Meksykanami, w ten sposób podsumował ten okres: "Po wielu latach hiszpańscy żołnierze zostali wygnani i Meksykanie zaczęli rządzić krajem. Dało to początek małym wojnom, ale byliśmy teraz ludem silnym i nie baliśmy się ich wcale".

Hiszpańska misja w Nowym Meksyku z 1610 r. (Santa Fe)

Okres meksykański przyniósł ze sobą gwałtowną eskalację masakr i wojen. Przyczyniły się do tego kłopoty finansowe nowego rządu, brutalna, pozbawiona wyobraźni polityka wobec Indian, brak porozumienia między stanami Sonora i Chihuahua, najmowanie przez gubernatorów płatnych łotrów gotowych sprzedać duszę temu, kto da więcej, w końcu ustanowienie ceny za skalpy Apaczów, co przyciągnęło w te strony wszelkiej maści szubrawców. "Małe wojny" szybko przekształciły się w otwarty konflikt.

W 1831 roku wydano Apaczom ostatnie racje; stworzony przez Hiszpanów system presidio na pograniczu przestał istnieć. Ostatni Indianie opuścili "osiedla pokoju" uciekając w góry przed głodem i czarną ospą. Widząc, że Apaczów nie uda się na powrót ściągnąć w okolice fortów, Meksykanie rozpoczęli kampanię wojenną. Indianie odpowiedzieli najazdami. W tym okresie "małych wojen" uwagę przyciąga kilka faktów. W 1832 roku stan Chihuahua odniósł zwycięstwo nad połączonymi siłami Apaczów walczących pod Pisago Cobezonem, El Fuerte i Mano Mochą. Indianie szybko otrząsnęli się z porażki i przypuścili wzmożone ataki na Janos, Bavispe, Santa Rita del Cobre. W walkach Chokonenów[2], prowadzonych przez Pisago Cobezona i Rellesa, uczestniczył dwudziestoletni wówczas Cochise. Imię jego zaczęło pojawiać się w archiwach meksykańskich zapisane jako Chis, albo Chies.

Sonora

W październiku 1834 roku gubernatorowi Sonory udało się pojmać jednego z wodzów wojennych Chokonenów, Tutije. Gubernator nie wymienił go na jeńców meksykańskich, jak to było w zwyczaju, lecz przeprowadził ulicami miasta Arispe i urządził publiczną egzekucję. Chciał w ten sposób dać Chokonenom nauczkę i zniechęcić ich do napadów. Okazał tym zupełny brak obeznania z psychiką i zwyczajami Indian. Efekt urządzonej demonstracji był całkowicie przeciwny do oczekiwanego. Powieszenie Tutije było wstrząsem dla Chokonenów i dolało tylko oliwy do ognia. Dopóki śmierć wodza nie została pomszczona, nie istniała żadna szansa na porozumienie między Meksykanami i Apaczami.

W tym właśnie okresie Apacze Nednhi dowodzeni przez Juana José Compę prowadzili pokojowe pertraktacje z Meksykanami w Santa Rita del Cobre. Rozmowy zakończyły się porozumieniem, niemniej zawarty pokój okazał się kruchy w wyniku akcji odwetowych Chokonenów. Nie była to w historii Apaczów sytuacja odosobniona. Rozejm jednych grup często niweczyły prowadzone w odwecie napady innych.

Brak zgodnego działania cechował również Meksykanów. Skoordynowaną politykę wobec Apaczów uniemożliwiał całkowity brak porozumienia między gubernatorami Sonory i Chihuahuy. Gdy stan Chihuahua porzucał militarny sposób rozwiązania problemu Indian, w Sonorze zbierano siły i środki na ostateczną ich pacyfikację. W oczach Apaczów nie przysparzało to wiarygodności ani jednym, ani drugim. Inna sprawa, że Apacze doskonale wygrywali tę sytuację dla siebie i bezbłędnie wykorzystywali granicę dzielącą dwa stany. Dokonywali najazdów i kradzieży w stanie, z którym prowadzili wojnę, a łupy sprzedawali w sąsiednim, gdzie chronił ich rozejm. Doprowadzało to do zatargów między Meksykanami, te jednak nie były problemem Indian. Wiele lat później w podobny sposób Apacze będą wykorzystywać granicę między Meksykiem i Stanami Zjednoczonymi.

Kaktusy sonorańskiej pustyni

We wrześniu 1835 roku rozejm Juana José Compy został przerwany. Apacze Chihenne, Nednhi i Chokonen wzmogli najazdy. W czasie jednego z nich grupa Apaczów napadła na ranczo położone niedaleko Moctezumy, zabijając kilku mężczyzn i uprowadzając kobiety i dzieci. Ogołocili przy tym Moctezumę z bydła. Wtedy Charles Ames i John Johnson, Amerykanie żyjący w Sonorze z handlu mułami, a którym poczynania Apaczów odebrały możliwość zarobku w Moctezumie, zgłosili chęć ścigania Indian. Johnson znał doskonale Apaczów, gdyż w Santa Rita del Cobre regularnie kupował od nich bydło, płacąc za nie bronią, whisky i wszelkimi dobrami. Zwęszył teraz inną okazję do zarobku. Postanowił sprzedać swe usługi władzom Sonory. Od gubernatora stanu dostał przyrzeczenie, że będzie mógł zachować połowę odebranego bydła. Od komendanta miasta Fronteras, Antonia Narbony, dostał małe działo. 20 kwietnia 1837 roku Johnson i Ames w towarzystwie 17 amerykańskich traperów przyjechali w góry Animas na południowym zachodzie dzisiejszego Nowego Meksyku. Obozowali tam akurat w swych ranczeriach Apacze Nednhi Juana José i Juana Diego Compy, oraz Apacze Chokonen Marcelo i Vivory. Johnson dał im znać o swej woli kupna mułów. 21 kwietnia nastąpiły pertraktacje. Apacze dobrze znali Johnsona, darzyli go zaufaniem, w zamian za bydło kupili potrzebne im przedmioty i whisky. Następnego dnia rano przyjechali, by odebrać zamówiony towar. Wszyscy byli jeszcze na koniach, gdy Amerykanie otworzyli ogień, strzelając z zamaskowanego działa. Doszło do niewiarygodnej masakry. Podstęp Johnsona zaskoczył Indian całkowicie. Wystrzał z działa powalił ludzi i konie, po czym 17 strzelców Johnsona spokojnie dokończyło dzieła. 20 Indian zginęło, w tym wodzowie, którzy wiele zrobili dla utrzymania pokoju na północy Meksyku, Juan José Compa i Juan Diego Compa. Zginął wódz Chokonenów Marcelo. Rannych liczono w dziesiątki. Zabici Indianie zostali oskalpowani. Johnson wrócił do fortu i dostał od komendanta sowitą zapłatę za wykonaną usługę. Zostawił też sobie połowę ukradzionego przez Apaczów bydła.

Dla Apaczów zdrada Johnsona była pierwszą ze szczególnie traumatycznych zbrodni, jakich biali się dopuścili. Jedną z tych, które na trwałe naznaczyły stosunek Indian do Meksykanów, rodząc w nich instynktowną nieufność i głuchą nienawiść. Przepaść między Indianami i białymi miała się już tylko powiększać. Na odwet Apaczów nie trzeba było długo czekać. Ich reakcja po zdradzie Johnsona była dokładnie taka, jaka nastąpi w 1846 roku po zdradzie Kirkera w Galeanie, w 1851 r. po masakrze Indian pod Janos, w 1861 r. po zajściu na Przełęczy Apaczów z całkowitej winy Bascoma, czy w 1863 r., gdy Kalifornijscy Ochotnicy z zimną krwią zabili Mangasa Coloradas. Na każdy akt agresji i zdrady Chiricahuowie odpowiadali zemstą. Morris Opler ujął to słowami: "Napadali na kogokolwiek, na wojskową trupę, albo na miasto. Płonęli gniewem. Atakowali wszystkich, aby przywrócić równowagę".


[1] Dikohe: chłopiec rozpoczynający okres przejścia w wiek męski, poddany przewidzianym w tym celu ćwiczeniom, próbom i wyprawom wojennym.

[2] Plemię Apaczów Chiricahua tworzyły trzy grupy. Ich rdzenne nazwy to Chokonen, Chihenne i Nednhi. Każda z nich dzieliła się na kilka grup lokalnych kierowanych przez niezależnych wodzów.

 

Bibliografia:

1. Edwin R. Sweeney, Cochise, Chiricahua Apache Chief, University of Oklahoma Press, 1991.

2. William B. Griffen, "Compa - rodzina Apaczów Chiricahua z przełomu XVIII i XIX wieku", Tawacin nr 55, jesień 2001; patrz też strona Wydawnictwa TIPI: www.tipi.pl (Archiwum Tawacinu).

3. Donald E. Worcester, Apacze, Orły Południowego Zachodu, Wyd. Tipi, Wielichowo, 2002.

________________________

©Zofia Kozimor

 
   Powrót

Do góry