Powrót                                            

 

 

 

W artykule „Sorry, Winnetou” (Polityka nr 29, 2002), Adam Krzemiński zauważył, że Indianie znowu wymierają, tym razem jako mit kultury masowej, i zastanawiał się, dlaczego nikt już nie czyta książek o Indianach. Według autora temat ten się przeżył, a książki o Winnetou zostały wyparte przez gry komputerowe i filmy o supermanach.

Jeśli powodem tego zjawiska mają być komputery i kino, to warto zauważyć, że ich ofiarą padły nie tylko książki o Indianach, ale książki w ogóle. Inkryminować należy więc nie tyle temat, ile materialną formę przekazu. Kino zresztą, jeden z filarów kultury masowej, nie wyrzekło się Indian do końca i choć w sposób mniej systematyczny niż kiedyś, ciągle sięga do tematów indiańskich. Przykładem filmy z lat dziewięćdziesiątych: Tańczący z wilkami Kevina Costnera, Ostatni Mohikanin Michaela Manna, czy Geronimo, amerykańska legenda Waltera Hilla, żeby zacytować te najbardziej znane. Mniej liczne niż za czasów świetności westernu, zyskały one nowy wymiar. Z okrutnych barbarzyńców pozostających na drugim planie, Indianie stali się pierwszoplanowymi, pozytywnymi bohaterami. Tańczący z wilkami, ideowy następca Złamanej strzały Delmera Davesa, poszedł dalej niż jego poprzednik i narzucił nowy styl. Indian grają dzisiaj Indianie, kanonem stało się wypowiadanie kilku zdań w języku tubylców, z ich też punktu widzenia pokazane są walki z białymi. Jednak, pomimo zmiany nastrojów i filmowego języka, ciągle mamy do czynienia ze schematem, czy będzie nim wyidealizowana, romantyczna wizja świata Indian (Tańczący z wilkami), czy legenda, która produkt ludzkiej wyobraźni bierze za rzeczywistość i tworzy nowe stereotypy, tyle, że o odmiennych wektorach (Geronimo).

Jeśli Indianie rzeczywiście wymierają jako mit kultury masowej, to agonia jest powolna. Gdyby jednak kiedyś do niej doszło, należałoby chyba powiedzieć: nareszcie.

Gdyż dziwnym zrządzeniem losu, mimo, iż zniszczenie rdzennych ludów Ameryki stanowi jedną z największych katastrof w dziejach ludzkości, Indianie funkcjonują w naszej świadomości tylko i wyłącznie jako mit kultury masowej. Do tego stopnia, że tematyka indiańska kojarzy się w Polsce z domeną zainteresowań dzieci i młodzieży. Utwory Carlosa Castanedy trafiały na podatny grunt zdegustowanych zachodnią cywilizacją hippisów. W naszych szerokościach geograficznych bunt, jeśli do niego dochodziło, miał inną naturę i nie pozwolił czarownikowi Castanedy (wymyślonemu), ani jego szamańskim praktykom (autentycznym) zdobyć szerszego zainteresowania wśród dorosłych.

Tymczasem, spośród wszystkich ludów tzw. pierwotnych Indianie zbadani zostali najlepiej: opisano ich tradycje, wierzenia i obrzędy, odtworzono ich historię, ich sztuka zagościła w muzeach. Co z tej rzeczywistości znane jest u nas? Winnetou, eklektyczny i naiwny stereotyp Indianina, przysłonił prawdziwych przywódców indiańskich, ludzi o złożonej osobowości i dużej inteligencji, mistyków i realistów jednocześnie, prowadzących rozpaczliwą walkę z najeźdźcą, godzących się w końcu na pokojowe negocjacje, aby ratować to, co zostało z wyniszczonych przez wojny i masakry ludów. Tragicznych wydarzeń, które prowadziły tych niezależnych ludzi do rezerwatów, gdzie, odarci z tradycji i własnego sposobu życia, złamani przez niewolę, nędzę i alkohol, umierali, popełniali samobójstwa lub byli mordowani, nie znamy. Ponieważ kultura masowa przywłaszczyła sobie Indian, nie pozostaje nam nic innego jak historię walk indiańskich odtwarzać na podstawie filmów. W zupełnie poważnych pracach filmowe postacie Cochise'a czy Geronima brane są za postacie historyczne i oceniane w oparciu o fabuły wymyślone przez pełnych inwencji scenarzystów. To tak jakbyśmy historię drugiej wojny światowej poznawali dzięki serialom o kapitanie Klossie i czterech pancernych.

Tymczasem na rynkach zachodnich nie brakuje książek o tematyce indiańskiej, napisanych przez etnografów i historyków z prawdziwego zdarzenia. Nie osiągają one nakładów Harry'ego Pottera, ale nikt też nie bierze ich za książki dla dzieci. We Francji dwie poważne oficyny posiadają serie wydawnicze zajmujące się wyłącznie tematyką indiańską: Edition du Rocher z serią Nuage Rouge (Czerwona Chmura) i Albin Michel z serią Terre indienne (Ziemia Indian). Tłumaczą one wszystko, co ciekawego na ten temat ukazuje się na rynku amerykańskim, wydają też prace historyków francuskich. Książki na temat Indian, a także powieści współczesnych indiańskich pisarzy, publikowane są zresztą przez wszystkie liczące się wydawnictwa, niezależnie od posiadanych serii.

W Polsce tego typu publikacje są nieliczne. Czytelnik szukający wiadomości o Indianach odsyłany jest do działu książek dla młodzieży. Tymczasem nie brakuje w Polsce "indianistów". Można ich poznać przeglądając Tawacin[1], bardzo ciekawy kwartalnik o tematyce indiańskiej, wychodzący od 1985 roku. Można ich poznać via Internet. Wystarczy przejrzeć polskie witryny o Indianach, których ilość, a często i jakość, zaskakują, żeby przekonać się, że w wyobraźni ludzi czytających, Indianie wcale nie wymarli. Entuzjaści tej tematyki sięgają po książki amerykańskie, kompletują bibliografię, sami ją tłumaczą, próbują odtworzyć historię zgładzonych ludów, ich tradycje i kulturę, ich wielkość i upadek. Przybliżają nam też współczesnych Indian, ich problemy z określeniem swojej tożsamości i znalezieniem miejsca w aktualnym świecie. Jest to próba odpowiedzi na zapotrzebowanie, które istnieje. Wśród francuskich witryn internetowych niewiele jest stron o Indianach. Po co? Wystarczy pójść do księgarni i wrócić z dziesięcioma książkami, od biografii Czarnego Łosia, przez historię Indian Zuni, po wierzenia Hopi. I dorzucić do tego eseje o tragedii podboju indiańskiej Ameryki pióra uznanego współczesnego pisarza, J.M.G. Le Clézio. Ludzie chcą czytać książki o Indianach, ale niekoniecznie te same, co kiedyś.

Umarł Winnetou, niech żyją Indianie! Może kiedy wymrą jako mit kultury masowej, będą mogli zaistnieć jako ludzie z krwi i kości, jako pełnowartościowe ludy o tradycjach, wierzeniach i sposobie życia, które warto poznać. Nie ze względu na poprawność polityczną, nawet nie dlatego, że współczesna cywilizacja mocno nam doskwiera, ale przez zwykłą ciekawość intelektualną, która bardzo łatwo, jeśli o Indian chodzi, może zamienić się w pasję.

_______________________

[1] Patrz www.tipi.pl

________________________

©Zofia Kozimor

 
   Powrót

Do góry